Wiosna minęła... błyskawicznie. I pięknie. Żałuję, że nie da się jej przeżyć raz jeszcze.
Po trudnej zimie i przedwiośniu nadszedł czas światła. Nie tylko tego w przyrodzie, ale przede wszystkim w głowie.
Niby mówi się, że braki są potrzebne, ale ja naprawdę tęsknię za miejscem, w którym nie będzie już zimy i beznadziei, i będzie można się cieszyć na zawsze,
Za nami pierwsza komunia S. i jej przejście do klasy czwartej, ważny etap.
M. zakończył przedszkole, było wzruszająco... Z przedszkolaków została nam tylko A. Dziwnie będzie, gdy i ona opuści przedszkolne mury za te dwa lata.
Starszaki ogarnęli końcówkę roku i jestem z nich naprawdę dumna, bez względu na to, czy mieli pasek na świadectwie czy nie.
Byłam wczoraj na mszy u Karmelitów na Piasku. Jak w domu. U Tereski, ale też z pamięcią o Natalii Tułasiewicz i prośbą o jej wsparcie. Ona też marzyła o pisaniu i kochała góry i morze, wolność, przyrodę.
Dziś pierwszy dzień wakacji. Upał straszny, jakieś 37 stopni. Siedzimy w domu i czekamy na chłodniejszy wieczór. Jak zawsze w tym momencie mam lekki zawias. Potrzeba kilku dni, by przestawić się na wakacyjne tory. Tak bardzo odliczaliśmy do końcówki, a teraz gdy nadeszła, po prostu tęskni się za ludźmi, z którymi mogliśmy bywać na co dzień, mijając się w placówkach. Są naprawdę świetni, mamy masę szczęścia.
Ja próbuję ułożyć sobie w głowie to, co się dzieje wokół mnie. To, że jestem mamą coraz starszych dzieci, że pewien etap (także intensywnej działalności na tym blogu) nigdy nie wróci. To, że w tym roku mamy 17-tą rocznicę ślubu, a już za rok: pełnoletnią osiemnastkę ;) Nie jest łatwo przeskoczyć do tego, za czym się tęskniło podczas licznych nieprzespanych nocy z niemowlęciem.
To trochę jak z tymi wakacjami, trzeba czasu.
I tak sobie myślę, że dobrze, że mam te książki, pisanie. Swoją pasję, która nie pochłania mnie całkowicie i mogę być w domu dla dzieci, a jednocześnie spełniać się też zawodowo. Nie spodziewałam się, że tak to się ułoży. I jestem wdzięczna.
W ostatnim czasie miałam aż trzy premiery w trzech różnych wydawnictwach.
Przede wszystkim udało się wydać siódmą część cyklu o rodzinie z niebieskiego domu! Dzięki Wydawnictwu Pomoc z Częstochowy mogły wreszcie ujrzeć "Skarby szmaragdowego jeziora". Polecam wszystkim małym i dużym!
A sam "Niebieski dom", od którego wszystko się zaczęło, doczekał się wyróżnienia! Fragment powieści znajdzie się w podręczniku do nauki języka polskiego klas czwartych.
Wydawnictwo FILIA wydało wakacyjną obyczajówkę z wątkiem detektywistycznym "Mazurskie anioły". Od premiery minęło kilka dni, a ja już dostałam wiele pozytywnych opinii o książce. To idealna pozycja na wakacyjny czas ;)
No i co bardzo ważne (najważniejsze obok cyklu dla dzieci?), cały czas trwają prace nad cyklem "Pogranicze'. Po rewelacyjnej "Bosorce" premierę miała "Powiertucha". Ja na dniach będę poprawiać trzecią część pt. "Watra", a czwarta "Moroz" już jest w skrzynce mojej redaktorki. Dzieje się! W dodatku udało mi się nawiązać kontakt ze środowiskiem łemkowskim i mogę liczyć na pomoc, a pod koniec lipca wybieram się na Łemkowską Watrę w Michałowie na Dolnym Śląsku.
W temacie podróży: w najbliższy piątek będę w Kościerzynie na Targach Książki. Byłam już w tym roku w Warszawie i Opolu, przyszedł czas na Kaszuby :)
Kiedyś, gdy dzieci były małe, marzyło mi się, że kiedyś znów wrócę do podróżowania, poczuję się sobą. Uwielbiam być w ruchu, z dala od domu. Nadszedł czas spełnić te marzenia. Jak dawniej, gdy w liceum i na studiach ładowałam akumulatory na wyjazdach. Zawsze wtedy czułam się najbardziej sobą.
Choć czas uczenia się macierzyństwa, mimo trudności, był bezcenny i myślę o nim z nostalgią. Piękna podróż, tyle że bez pokonywania kilometrów, a jeśli już, to z wózkiem. I nauka oddawania siebie.
Trzeba nauczyć się chodzić tą nową ścieżką i nie pogubić. Byle z Nim.













.jpg)
.jpg)
.jpg)


