poniedziałek, 22 lipca 2019

Wróciliśmy.

Już w domku. Trochę dziwnie, że nie ma gór za oknem. I ogród zdecydowanie mniejszy.

Ale! Jesteśmy u nas. Po tych prawie 3 tygodniach odpoczęliśmy, ale też zatęskniliśmy.

Zwłaszcza ja. Zawsze mówiłam, cytując Harasymowicza, że w górach jest wszystko, co kocham.

No nie, już nie jest. Gdy nie ma tam Krzyśka, góry są tylko tęsknotą. I czekaniem od weekendu do weekendu.

Choć rzeczywiście, nigdzie nie czuję się tak dobrze, jak w lesie. Ale teraz już tylko razem.

Za tydzień mija 10 lat od naszego ślubu. Dobrze wiedzieć, że tęsknię cały czas tak samo ;)

A jeszcze tu migawki z ostatniego czasu. I wracam do sterty prania. Jak ja "kocham" rozpakowywanie się po wyjeździe ;)

Pozdrawiam Was ciepło! A Entomce jeszcze raz gratuluję małego Michałka. Nasze dziewczyny rozpływają się nad zdjęciami malucha... Miśki górą!

Gabryś i Michaś ;)

sobota, 13 lipca 2019

W ruchu.

Nie ma nas tu, bo jesteśmy gdzie indziej ;)

Dziś w domu, przyjechaliśmy zrobić pranie :P Jutro wracamy w dzicz. Dobrze, że to niezbyt daleko i można robić takie manewry.

Patrzę na zdjęcia z komórki. Chyba żadne nie wyszło :D Wszystkie albo prześwietlone, albo krzywe, albo w ruchu. No tak, jakoś nie było czasu na sesję zdjęciową. Z Miśkiem z nosidle i czwórką przy boku. W rzece, w polu, w lesie. Na lodach, na frytkach. W sadzie, na drzewie. Do dzieci wspinających się aż na wierzchołki dołączyła w tym roku Elka. Moja mała zwinna wiewiórka.

Trochę wariactwo, taki pobyt samotnej matki ze stadkiem i wieczorem padam na nos, czując się jak kierowniczka kolonii letniej :P Ale dzieciaki zadowolone. A mąż dzielnie pracuje w domu nad naszym strychem. Będzie piękny :)

A ja staram się wycisnąć dla siebie z lata ile się da, mimo wszystko.

PS. Moniqa - gratuluję Igusi :)))))
Mogielica i Śnieżnica <3
Mały kapitan nad rzeką :)
Totalna metafizyka w środku lasu.
Leśne jeziorko.
W wiśniowym sadzie.

wtorek, 25 czerwca 2019

Wakacje :)))

Gorrrąco!!! Dziś i jutro ma być nawet do 40 odczuwalnych stopni. No nie wiem, czy będzie (jest) aż tak ciepło, ale... no lubię to :) Cały rok czekałam na ten skwar, na niechęć do lubianej zwykle ciepłej herbaty i obiadu, na nie kończącą się chętkę na lody i mrożoną kawę. Chwilo, trwaj :)

Chłopaki tydzień siedzą u dziadków na wsi. Mogę w tym czasie nacieszyć się dziewczynkami i Miśkiem, puszczać bajki tylko dla dziewczynek bez konieczności negocjacji ("Ale my chcemy Lego Star Wars albo Harry Potter!!!"). A w dużym pokoju potykać się tylko o Lego Duplo, a nie Lego City :P Takie tam...

Ale tęsknię za nimi :)

A za tydzień, jak dobrze pójdzie, wybywamy w góry. Niestety bez Krzyśka... Znowu ekipa w osłabionym składzie. Ale wolę użerać się z nimi sama w rzece/lesie/na polach i zastanawiać, czy idziemy właśnie na lody, czy do źródełka, niż siedzieć tu w rozpalonym Krakowie.

Wspólny wypad dopiero w sierpniu... Ale nie mogę się doczekać. Dwa tygodnie tylko dla nas :) I wytęskniony Bałtyk <3 Śni mi się po nocach...

Po co jeździć za granicę, skoro mamy tu takie cuda, jak Beskidy i Morze Bałtyckie ;) To kwestia gustu zapewne, ale ja od dziecka wolałam nasze klimaty. I tak mi zostało.

Także ten, mniej nas tu będzie w najbliższym czasie. Detoks od netu dobrze nam zrobi.

Skuszona notką u Ervishy zamówiłam nam piątą i szóstą część serii "8+2". Dzieci uwielbiają, ja też. Będziemy sobie czytać w letnie wieczory. Tak jak rok temu :) A ja pewnie będę pożerać kolejne części "Zwiadowców" (na zmianę z Gabrysiem) i "Zaginionej floty" (razem z Krzyśkiem). Co my byśmy zrobili bez książek?!

Kończę, ktoś postękuje w łóżeczku ;) Wielorybek skończył dziś cztery miesiące! Cztery!!! Jeszcze dwa z haczykiem i pewnie będzie siedzieć. Póki co zaczepia wszystkich z rozbrajającym uśmiechem i chwyta grubiutkimi rączkami wszystko w zasięgu - zabawki, ubranka, nasze włosy... Nadziwić się nie mogę, że urodził się w lutym. Przecież znamy się od zawsze...

wtorek, 18 czerwca 2019

Kaczątka.

"Było sobie brzydkie kaczątko. Bardzo różniło się od innych kacząt..." - Sara naciskała kolejne guziczki książki o małym łabędziu, a ja siedziałam obok na schodach naszego domku i patrzyłam w niebo. Nagle kątem oka dostrzegłam, że coś ciemnego wyłoniło się zza rogu. Spojrzałam i z trudem uwierzyłam w to, co zobaczyłam. Dróżką wzdłuż domu szła dzika kaczka, a za nią stadko piszczących kuleczek. Nigdy nie mieliśmy na podwórku kaczek... aż do tego momentu. Jakby wyleciały prosto z baśni.

Na nasz widok oczywiście kaczuszki wpadły w popłoch. A ja musiałam zagnać je w drugą stronę, bo idąc dalej prosto natknęłyby się na psa sąsiadów. Nie podobała mi się ta rola... Kaczka syczała ostrzegawczo i uciekła pod gęsty już krzaczek magnolii, kaczuszki potykając się biegły za nią. No ale takim dzikim stworzonkom nie wytłumaczysz, że masz pokojowe zamiary. Potem udało mi się skierować je w stronę pobliskiej rzeki. Mam nadzieję, że dotarły bezpiecznie.

Tak sobie patrzyłam na mamę-kaczkę i stwierdziłam, że bardzo dobrze ją rozumiem. W normalnej sytuacji zamachałaby skrzydłami i bez problemu w minutę znalazła się nad wodą, w bezpiecznym miejscu. A tak, musiała dreptać szybko po kamienistej ścieżce, czekając raz po raz na wolniejsze kaczątka. Ale nie zostawiła ich.

Bywa taki czas, gdy - chociaż może inni mówią, że nie warto się poświęcać - ty nie rozwijasz skrzydeł. Idziesz przed siebie, potykając się raz po raz. Bo masz poczucie, że jest coś ważniejszego, niż własna przyjemność i bezpieczeństwo. A spełnić można się inaczej, niż szybując samotnie po niebie.

***

Historia z kaczuszkami wydarzyła się naprawdę, kilka dni temu. Zapisuję ją, żeby nie zapomnieć - to był naprawdę niesamowity moment :)

W tym momencie sama czuję się jak mama-kaczka, próbująca ogarnąć swoje kaczątka. Zakończenie roku szkolnego/przedszkolnego to trudny moment, zwłaszcza przy większym stadku. I najmłodszym kaczątku, całkiem już tłuściutkim, przysypiającym w wózku czy nosidełku.

Ale już jutro ostatni dzień. Gabryś odbierze świadectwo, potem pójdziemy po przedszkolaki i razem wrócimy do domu. Prognozy zapowiadają burze, ale mam nadzieję, że się mylą. Fajnie by było wyskoczyć razem na lody - każdemu się należy. A potem w lipcu - góry. A w sierpniu - moooorzeeee!!!! Razem z Kaszubiątkami :D

wtorek, 11 czerwca 2019

Trzy latka Sarenki :)

To już dziś :) Ostatnie z dzieci przeskoczyło na kolejny poziom wiekowy ;D W niedzielę dmuchanie świeczki z trójeczką, a potem będą czekali na kolejne urodziny - aż do końca lutego. Tak patrzę na te suwaczki i widzę, że w 3,5 miesiąca się mieścimy z imprezami piątki dzieci. Plus Wielkanoc, Zesłanie Ducha Świętego (też mamy nocne czuwanie), Dzień Mamy i Dzień Dziecka - również wypadają w tym czasie. Intensywnie nam się żyje wiosną, nie ma co. I dobrze, trzeba się rozruszać po zimowym odrętwieniu.

Sarunia... Wczoraj patrzyłam na naszą czwórkę bawiącą się na podwórku. Dziewczynki były w podobnych sukienkach i nagle do mnie dotarło, jak bardzo Sarenka nam wyrosła przez ten rok. Właściwie niewiele się różni od siostry, te pół głowy mniej wzrostu i troszkę inna sylwetka - ale poza tym to stały obok siebie nasze duże panienki, a ja w momencie się wzruszyłam. Dwóch silnych szkolnych chłopaków, dwie długonogie pannice z przedszkola. A przecież nie tak dawno każde z nich nosiłam i karmiłam jak małego Misia. Przyjdzie czas, że on też tak pobiegnie przed siebie, będzie miał swój świat.

W te wakacje wypada nam dziesiąta rocznica ślubu. Jakoś tak wyjątkowo się czuję, patrząc na tą gromadkę, która się pojawiła przy nas. I wspominając te wszystkie wydarzenia, te trudne i te piękne. A przecież to jeszcze nie koniec :) Oby tak dalej, oby razem... I może być jeszcze więcej małych twarzy i rąk obok. Dobre owoce.

Dla Saruni tradycyjnie jej piosenka (właśnie puściłam w tle a młoda przybiegła z wrzaskiem "Moja piosenka!").

Biegnij przed siebie i nie bój się. Nigdy nie jesteś sama :* I  niech cię twój anioł stróż prowadzi, mała śliczna księżniczko.

Od kilku dni mamy trzydziestostopniowe upały i żywimy się głównie lodami i truskawkami. Zaczyna się lato. Za tydzień już wakacje. Już snujemy plany, w którą stronę Polski nas poniesie tym razem. Trzeba odpocząć, należy nam się po tym roku :)

PS. Moniqa myślę o Was i pamiętam w modlitwie. Czekam na wieści o Igusi ;) Powodzenia!