środa, 22 maja 2024

Czas mija... ija... ija...

Noga jeszcze pobolewa, a ja już w ruchu. Trochę nie mam wyjścia, ale to w sumie dobrze. Na dłuższą metę siedzenie w domu jest strasznie męczące.

Poza tym w czterech ścianach nie da się zobaczyć najmłodszego synka biorącego udział w przedstawieniu z okazji Dnia Mamy i Taty. A dziś byłam i widziałam <3 Wspomnienia same przychodziły... Bo tak niedawno starsze dzieci mówiły swoje role, recytowały wiersze i śpiewały piosenki w tej samej sali. Kiedy robił to najstarszy, Sara była malutka, a Michała i ani nie było jeszcze na świecie. Zleciało... Dobry czas. Choć trochę przeraża, że mija tak szybko. Nie żebym chciała sprawić, żeby moje dzieci były wiecznie malutkie. Cieszę się, że rosną. Ale kurczę... one rosną, a my się starzejemy :) One będę wyfruwać z gniazda, a ja będę tęsknić za tym wszystkim, co teraz tak mnie wkurza. Im bliżej czerwca, tym bardziej myślę o:

1. wakacjach

2. tym, że kolejny obrót za nami... a już za rok Gabryś będzie zdawał do liceum!

3. tym, że 20 lat temu zdawałam maturę – w sobotę mamy spotkanie po latach – i kiedy to wszystko minęło?!

Poza tym wczoraj odwiedziłam mój ukochany, "domowy" Beskid Wyspowy i w Limanowej miałam spotkanie autorskie z dziećmi z drugich klas tamtejszej podstawówki. Było super, dzieciaki oczytane i wygadane, bardzo dobrze mi się z nimi rozmawiało :) I to taki mój plan na kolejne 20 lat – pisać i robić wszystko, co się z tym wiąże. O ile siły pozwolą. Lubię pracować z dziećmi. Chociaż cieszę się, że jednak nie zostałam nauczycielką. To jednak byłby dla mnie kaganiec :) Potrzebuję swobody i nie przejmowania się zasadami i testami.

Moment rozdawania autografów, pod koniec ręka mi mdlała :)
Czekając na lazanię w knajpce.
Zdjęcie dworku wrzucam celowo. Właśnie piszę powieść, w której właśnie w takim dworku otoczonym parkiem znajduje się biblioteka, bardzo ważne dla głównej bohaterki miejsce. W tym limanowskim jest muzeum i niestety nie miałam czasu, by wejść do środka :) Ale i tak miło było zobaczyć budynek tak podobny do tego, w którym często przebywam w myślach ostatnimi czasy.

wtorek, 14 maja 2024

Szkło w nodze i inne przypadki.

Bywa i tak, że po intensywnym początku maja trzeba zwolnić, by nabrać sił na równie intensywną końcówkę.

A w tak zwanym międzyczasie można na przykład zadbać o siebie i... iść na zabieg, żeby usunąć kawałek szkła ze stopy. Wbity już jakiś czas temu i wydawałoby się wyciągnięty. Szkoda tylko że jakiś okruch został i w trakcie górskich wędrówek się odezwał.

Tak więc było cięcie, wyciąganie i szycie. I mycie czerwonego sandała po powrocie do domu :P A potem grzeczne leżenie w łóżku z laptopem i pisanie kolejnej książki, bo ruszanie się było niewskazane. Chyba że klepanie palcami po klawiaturze.

Chyba każda matka ma takie doświadczenie, że unieruchomienie chorobą itp. jest z jednej strony denerwujące (tyle muszę zrobić, a nie mogę!), a z drugiej wspaniałe – bo można wreszcie choć trochę odsapnąć.

A mnie to odsapnięcie jest ostatnio bardzo potrzebne, bo idę na oparach. Byle do lata. Potrzeba mi porządnego resetu w zielonym.

Teraz już się jakoś poruszam, bo nie mam wyjścia. I liczę na to, że rana się ładnie wygoi. Bo już za tydzień spotkanie autorskie z dziećmi, jedno z kilku przed wakacjami. Nie szaleję za bardzo z tymi spotkaniami, bo logistyka nie pozwala (Ania jeszcze w domu, od września może będzie ciekawiej). Ale teraz się udało. trochę stresik, jak zawsze. Ale też radość, że coś się dzieje. I to coś takiego mojego. Fajnie być mamą, ale równie fajnie mieć też swoją działkę do ogarnięcia. Wtedy jest równowaga. W tym momencie jest mi to bardzo potrzebne, bo w jakiś sposób się wypaliłam. A może po prostu jestem zmęczona dzięki działalności pewnych konkretnych osób, które dalej mam ochotę czasem zamordować i modlę się o to, żeby jednak nie? :P

Są gorsze rzeczy niż szkło w nodze. Szkło łatwiej wyciągnąć, nawet jeśli ciało krwawi i jest potem osłabione. Człowiek regeneruje się szybciej od ran zadanych ciału niż duszy.

Ale żeby nie było, że narzekam. Staram się nie dać. Oddychać. Cieszyć majem. Wsłuchiwać w szelest liści i wąchać koniczynę na łące.

Problemy będą zawsze i nie znikną. Ale nie znikną też otaczające nas małe cuda. I tego się trzymajmy.

A na koniec się pochwalę:

fot. MBP w Limanowej

I jeszcze lipcowa zapowiedź :)

I wspomnienie z zeszłego roku. Hania jeszcze powróci ;)

środa, 8 maja 2024

"Imię dla Róży".

Do lipcowej premiery jeszcze sporo czasu, ale muszę się pochwalić:

Tak, tuż po premierze szóstej części dziecięcej serii o rodzinie z niebieskiego domu będzie coś dla dorosłych czytelników (choć wiem, że dorośli podczytują też dziecięce – na zdrowie! tez lubię sięgać po dziecięcą literaturę, bywa bardziej wymagająca niż ta "dorosła").

"Imię dla Róży" można uznać za kontynuację "Zapachu soli i wiatru", choć zarówno główna bohaterka, jak i miejsce akcji są inne. Tak więc ci, którzy sięgną po książkę bez znajomości poprzedniej, spokojnie dadzą radę. Julka i jej Kaszuby pojawiają się w tle. Nowa opowieść dotyczy Irenki, mieszkającej w Krakowie nieco zwariowanej matki czworga synów. Tak, chodzi o przyjaciółkę Julki, tą, która dodawała jej sił, by odnaleźć się w nowej sytuacji. Teraz sama będzie potrzebowała pomocy, bo i w jej życiu nastąpi prawdziwa rewolucja. Będzie czekać na narodziny córki. Ale to nie jedyna ze zmian, jakie czekają Irkę i jej rodzinę.

Pisząc "Imię dla Róży" starałam się odmalować Kraków tak, jak sama go widzę. Oczami mieszkańca, a nie turysty. Zamiast opisów zabytków będzie więcej szwendania się zwierzynieckimi i dębnickimi uliczkami, dylematy osób mieszkających w królewskim mieście od pokoleń... I ważne postaci pojawiające się w tle jako dobrzy sąsiedzi. Bo w Krakowie historia miesza się z teraźniejszością, czego sama doświadczam każdego dnia.

Książka ma też mocny akcent pro-life. Choć była pisana rok temu, przed kolejnymi zmianami, mam wrażenie, że jest potrzebna jak nigdy wcześniej. Nie jako kolejny kamień, którym będzie się można obrzucać w sporze, ale jako próba spokojnej dyskusji nad faktycznymi potrzebami kobiet w ciąży i ich oczekujących na narodzenie dzieci.

Zostawiam Was z opisem, który można już przeczytać na lubimyczytac.pl (i pochwalę się, że widnieję na nim jako autorka 10 książek, licząc świąteczną antologię! Co prawda portal raczej nie zajmuje się literaturą dziecięcą, co widać po marnej ilości recenzji, ale ważne, że zostały odnotowane :) Ich promocja hula zupełnie gdzie indziej).

screen ze strony :)

"Prawdziwa kobieta czasem musi założyć glany, by móc bezpiecznie przejść przez najtrudniejsze życiowe ścieżki.

Irenka to kobieta pełna życia i otwarta na życie w każdym jego przejawie. Z takim samym zaangażowaniem i miłością wychowuje swoich czterech synów i prowadzi wyjątkowy sklep hydrauliczny, w którym ekspedientkami są wyłącznie kobiety. I choć czuje się spełniona i szczęśliwa jako żona i mama, nie wszyscy widzą w niej ideał i wzór kobiecości. Czy jednak zawsze jej oznaką muszą być szpilki, różowe paznokcie i czerwona szminka?

Natalia Przeździk zaprasza czytelniczki w świat kobiecości niebanalnej, bo zbudowanej nie na stereotypach, lecz na czerpaniu z życia pełnymi garściami, otwartości na dobro i piękno, a przede wszystkim na gotowości do poświęcenia siebie rodzinie i przyjaciołom. To dająca nadzieję książka o sile kobiet, o ich mądrości i wytrwałości. Idąc na przekór współczesnemu światu, Natalia Przeździk po raz kolejny pokazuje moc kobiecej odwagi, niezbędnej do walki o najważniejsze wartości, w tym o prawdę, o miłość i o życie.

Idealna lektura dla wszystkich kobiet, które nie boją się mówić, co naprawdę myślą, a także dla tych, które tej odwagi dopiero w sobie szukają."

Do zaczytania w lipcu! :)

sobota, 4 maja 2024

Majówka.

Górska.

Powrót w nasze rodzinne strony.

Bo chyba tak to trzeba nazwać, skoro rodzina w jakimś miejscu bywa i za nim tęskni? Miejsce urodzenia to jedno, miejsce ukochania – to coś o wiele poważniejszego.

I tak ja, od urodzenia krakowianka, od zawsze czułam, że moim domem są Beskidy. Nic na to nie poradzę ;) Gorce, Beskid Wyspowy, Sądecki i Niski – sama nie wiem, co jest mi bliższe.

Teraz ciągniemy na szlak rodzinnie. Na zmianę z wyprawami na północ, gdzie znajdują się nasze równie "rodzinne" Kaszuby oraz Warmia. Tam "rodziliśmy" się jako małżeństwo w podróży poślubnej i tam wracamy z coraz większą gromadą, by świętować kolejne rocznice ślubu.

Na podróż na północ musimy poczekać do sierpnia. A już teraz korzystamy z bliskości gór i nabieramy oddechu po niezbyt ostrej, ale dla nas nużącej zimie. Majówka upłynęła pod znakiem Lubomira i Maciejowej, a już niedługo mamy nadzieję odwiedzić Łemkowszczyznę.

Dobrych dróg dla Was, niech będą pełne światła :)

środa, 24 kwietnia 2024

Gdy kwitną kasztany...

Jak wiersze czytać, Leopold Staff
Wiosna wybuchła wcześniej niż zwykle. Już w połowie kwietnia zakwitły kasztany. Gdybym była maturzystką, pewnie zaliczyłabym stan przedzawałowy :)

Zresztą śmialiśmy się z Krzyśkiem, że może warto by wprowadzić taki zwyczaj? Matury zaczynać wtedy, gdy pojawiają się kwiaty na kasztanowcach? Coroczna loteria...

Jak wiosna, deszcz i kwitnące kasztanowce, to i wiersze. Tomiki same wskakują do ręki. Tuwim, Gałczyński, Staff, Kurek, Poświatowska. I muzyka Turnaua i Grechuty.

Oto mój Kraków w kwietniu. I liście na plantach przebijające nawet witraże Wyspiańskiego.

Pisze się kolejna książka. Narodziła się ze studencko-licealnych wspomnień. Bo w tym roku dwudziestolecie matury... W 2004 roku pożegnałam się z Placem na Groblach i wywędrowałam na Gołębią. Jakoś tak się stało, że równo po dwudziestu latach pewne sprawy wróciły. Za czymś się tęskni. Z drugiej strony pojawia się wdzięczność za tą drogę po. Mam wrażenie, że w ciągu tych wszystkich lat PO maturze nauczyłam się więcej niż wcześniej. Egzamin dojrzałości? Czy na progu dojrzałości?

Już za rok najstarszy syn skończy podstawówkę. I znów coś się zamknie. Najmłodsza we wrześniu zaczyna przedszkole...

Czasem czuję się strasznie staro ;) A czasem mam wrażenie, że jeszcze wszystko przede mną. I że niczym nie różnię się od tamtej niepewnej licealistki, jaką byłam.

Ciekawa jestem, czy jeśli dożyję osiemdziesiątki, to też w środku pozostanę tą samą Tusią? Tylko z wierzchu bardziej pomarszczoną?

Czy będę otoczona wianuszkiem wnuków i prawnuków? Czy nadal będę pisać? I tęsknić za morzem i górami?

W sumie chciałabym się przekonać.

Na deser muzyka wtedy (2004) i dziś (2024).