piątek, 29 lipca 2022

Być w drodze.

Pakujemy się. Już jutro wyjazd.

Ciuchy pana M. już upchnięte w torbie, chwila przerwy by nie zwariować i zaraz biorę się za rzeczy Ani... Starszaki tradycyjnie ogarniają się sami.

Szczerze mówiąc chciałabym mieć to już za sobą i być w drodze... Zawsze wkurza mnie to pakowanie i pucowanie domu przed podróżą :P

Pocieszam się, że za 24 godziny będziemy... No nie wiem gdzie, ale na pewno nie tutaj :) I właśnie ten stan lubię, bycia nie wiadomo gdzie, przygody i ruchu. Tryb domowy znoszę w zimie z konieczności, ale na dłuższą metę wymiękam w czterech ścianach. Ale to przecież wiecie, bo zawsze tak marudzę... :)

Chyba nie przestanie mnie dziwić, że takiego dzikiego włóczykija Pan Bóg przeznaczył na mamę rodziny wielodzietnej. A jeszcze bardziej niezwykłe jest to, że da się to wszystko pogodzić. I że zamiast oszaleć, jestem po prostu szczęśliwa :P

A teraz koniec... Na ponad dwa tygodnie znikamy z netu (kocham to!). Mam nadzieję, że będzie pięknie.

Zwłaszcza że już w poniedziałek trzynasta rocznica naszego ślubu, a my będziemy wtedy we Fromborku – tam, gdzie zaczęliśmy naszą podróż poślubną. Po raz kolejny wracamy, znów w większym składzie.

Życie jest dobre <3

piątek, 22 lipca 2022

Lato w mieście.


Odliczamy już dni do naszego wyjazdu na północ... Tymczasem w Krakowie lipiec kapryśny – raz upały jak na Sycylii, innym razem zimno i mokro.

O kilku dni znów mamy klimaty śródziemnomorskie i spacerować można dopiero wieczorem... Więc korzystamy z tych wieczorów i wygrzebujemy się z naszego podmiejskiego światka, żeby pokazać dzieciakom miasto. Po dwóch latach pandemii wiele rzeczy, które kiedyś były normą, urosło do rangi atrakcji...

Nie mogę się nacieszyć tym, że znowu możemy tak po prostu spacerować bulwarami, podglądać ziejącego ogniem smoka (dziś prawie doprowadził Michała do zawału), zaliczać kolejne place zabaw oraz pobliskie fontanny, wspinać się na Wzgórze Wawelskie... Wzruszam się tym, że na moim ulubionym odcinku Plant powstały skwery Piotra Skrzyneckiego i Ewy Demarczyk, a na ławeczce w pobliżu Okna Papieskiego jest tabliczka z nazwiskiem Józka Tischnera. Uśmiecham się do rzeźby Piotra siedzącego przy stoliku. I tyle mam znów do opowiedzenia... Tu chodziłam do liceum, tu studiowałam, tu kiedyś mieszkała babcia, tu tyle razy przesiadywałam podczas przerw, a tu spotykałam się z przyjaciółmi...

Tęsknię za górami bez przerwy, za morzem też, ale jednocześnie...

To wszystko tutaj jest takie moje, takie bliskie. A teraz kolejny rozdział. Kiedyś będę z nostalgią wspominać i może opowiadać wnukom – a ten plac zabaw u stóp Wawelu kiedyś był nowy, tutaj uwielbialiśmy przesiadywać, mając za plecami ogród przy moim ulubionym Muzeum Archeologicznym... A tu na Szewskiej chodziliśmy na frytki do Burger Kinga... A tutaj w Parku Krakowskim wiele razy bawiliśmy się przy fontannie... A tu na Placu Nowym kiedyś słuchaliśmy gitarowego wykonania piosenki "Mam tę moc" i mieliśmy niezłą głupawkę...

Wychodzi ze mnie Kraków. Chodzę na pole, uwielbiam obwarzanki z makiem i nie rozumiem, jak można mówić "Starówka" xD

Także ten... W dzień ogarniam stado w domu, wieczorami na mieście, a nocami... nocami poprawiam książkę. I tak mijają dni... Trochę szkoda mi lipca, za szybko wszystko się dzieje. A jednocześnie już nie mogę się doczekać ogniska w ogrodzie przy najfajniejszym domku na Kaszubach :)

A TUTAJ taki link do pewnej rozmowy o moich książkach. W tym całym zamieszaniu nie wrzuciłam go wcześniej, a przecież spotkanie z panią Dominiką Szczawińską było naprawdę miłe <3

czwartek, 14 lipca 2022

Oddech.

Dobra, niewiele się tu dzieje ostatnio :P ale szczerze mówiąc mam totalnego lenia.

Chcę się wysypiać (mogę! Ania odstawiona od piersi!).

Chcę jeść powolne śniadania.

Chcę sprawdzać pocztę i inne internetowe badziewia tylko raz na jakiś czas.

Chcę śmiać się z dziećmi.

Chcę odpoczywać po tym, jak doprowadzą mnie do szału ;D

Chcę cieszyć się zielenią za oknem.

I spacerami! Właśnie wróciłam ze spaceru z dziewczynami na rolkach/wrotkach. Kostki mam skopane do krwi :P

Chcę po nocy pisać sobie kolejną książkę i powolutku wlewać w nią dużo humoru i spokoju. I w siebie też, bo to działa jakoś tak w obie strony...

Chcę planować, co będziemy robić na Kaszubach już wkrótce! Ogniska, spacery po lesie, szaleństwa w wodzie i lody w Kartuzach! Czyli "Morskie bałwany" w realu! Hahaha!

Chcę śpiewać z dziećmi głupie piosenki :P

I mieć wylane na wiele spraw... Nawet jeśli (albo ponieważ...) to nie przystoi poważnej matce wielu dzieci xD Kto powiedział, że musimy być poważne? ;)

Chcę dokończyć czytanie zaczętych książek.

I zobaczyć jeszcze tyle rzeczy!

I w ogóle... jest lipiec! Mój ukochany!!!

Dobrych wakacji moi drodzy :)) Wy też odetchnijcie! Przytulam mocno!

środa, 6 lipca 2022

Najlepsza randka.

Poranek pełen deszczu... Ogród zakwitł poezją.

Mamy wakacje... Starsza czwórka pojechała z dziadkami w góry. Jestem w domu z najmłodszą parką. Chodzimy na spacery, odpoczywamy przy kawie, czytamy książki... Mogłabym wykorzystać ten czas i ogarnąć domowy bajzel, ale... jestem zmęczona. Schodzą ze mnie majowo-czerwcowe nerwy i póki co skupiam się na regeneracji.

W dodatku w sobotę pożegnałam kogoś, kto był mi bardzo bliski... Pisałam już o tym na Fb i nie chcę rozgrzebywać tutaj, ale boli nadal. Znowu się minęliśmy.

Muszę za to napisać o wczorajszym wieczornym doświadczeniu... Żeby nie zapomnieć nigdy.

Lipiec to mój ukochany miesiąc w roku, najpiękniejszy czas... Ciepłe wieczory, zapach lip, dojrzałe czereśnie na gałęziach. Ale są też trudności – brak rutyny, mniej niedzielnych mszy ;), trudności z pójściem do spowiedzi. Nie udało mi się w niedzielę i czułam się z tym źle. Sprawdziłam w internecie i zobaczyłam, że jest spowiedź przed mszą w tygodniu, w dodatku w moim ukochanym starym kościele (malutkim, ale bez porównania piękniejszym niż ten nowy, duży – taka perełka otoczona starymi lipami). Poszłam i...

I nic, konfesjonał pusty. Wyczekałam się sporo, tuż przed mszą ksiądz wbiegł w trybie "batman mode", z rozwianą sutanną i przeprosił, musiał zostać dłużej w kancelarii. Będzie spowiadał po mszy. I to zapewnienie wystarczyło, żebym przeżyła piękną eucharystię, bez tego wcześniejszego napięcia i rozdrażnienia. To poczucie, że jest się blisko Boga, który widzi, wybacza i przytula – nie ma niczego innego, co dałoby takie szczęście.

A po mszy kościółek opustoszał i w tej ciszy mogłam się wyspowiadać, a potem przyjąć komunię. I to było tak niesamowite doświadczenie, Pan Jezus tylko dla mnie i specjalne błogosławieństwo tylko dla mnie... Jeszcze nigdy mi się coś takiego nie przytrafiło. Zaczęłam być wdzięczna nawet za to, że nie udało mi się iść w niedzielę i że ksiądz nie zdążył przed mszą. W tej całej biedzie i nerwach, jakie mam w sobie, nagle poczułam się jak księżniczka, ukochana, jedyna w swoim rodzaju.

Niesamowite, jak Bóg widzi, kiedy tego potrzebuję i potrafi tak to rozegrać. Najlepsza randka ever!

Po wszystkim poszłam do sklepu kupić wielką torbę czereśni. Jak mówi Magda Urbańska, spowiedź warto świętować :)

Z Nim wszystko jest możliwe, a życie pełne smaku.

Czereśni.

wtorek, 28 czerwca 2022

Wakacyjne klimaty w stadzie przeżywane.

Takie zdjęcie od Basi z Pięciu pór roku... Śliczne... Podobnie jak cały jej wpis poświęcony serii o niebieskim domku. Kto nie czytał, zapraszam TUTAJ :)

Ale dość o książkach, bo pewnie jesteście już znudzeni tym tematem. Ostatnio seria niebieskodomowa zdominowała bloga, no ale tak to jest, gdy człowiek musi się czymś nacieszyć :D

Tymczasem...

Tymczasem zaczęło się lato. I letnie upały. Kupiłam dziś rano dwie paczki lodów, które już zniknęły. Marzę o wypadzie do lasu lub nad morze, ale muszę z tym jeszcze poczekać. Na razie borykam się ze sprawami domowymi. Dzisiaj, gdy było tak duszno, ze śmietnika wiatr przywiewał nieprzyjemny zapach (choć możliwe, że fetorek pochodzi zza szafy, gdzie mogę odkryć zdechłą mysz... czeka mnie rozszyfrowanie tej zagadki, niestety), a powietrze prawie parzyło, sprawy domowe doskwierały wyjątkowo mocno. Przewalamy się z miejsca na miejsce. Dzieci obejrzały trochę bajek, a ja zrobiłam furę naleśników czytając "Dom nad rozlewiskiem". Naleśniki prawie zniknęły, a książkę pamiętam jednak zbyt dobrze i musiałam odłożyć ją na półkę. Może za rok znów do niej wrócę...

Elka ma za sobą pierwszą wizytę u ortodonty i nosi teraz piękny zielony aparat na zęby. To znaczy miała nosić. Przed chwilą znalazłam go odłożonego na stolik przy komputerze. Zaliczył też swoją pierwszą wpadkę (czy raczej wypadkę :P) w piaskownicy. Przed nami wizyta z Rafikiem u laryngologa. Znów mówi niewyraźnie, oddycha buzią, zacina się. Uhh. Coraz częściej mam wrażenie, że jego problemy z mową to efekt budowy ciała, a nie stresów. Gabryś ma teraz ciągły katar (pyłki), Sara nawracający ból ucha (też wizyta u laryngologa), a Michał nadal chodzi zamiatając nogami i pewnie trzeba będzie pójść w końcu do ortopedy.

Cóż, przy szóstce dzieci wystarczy, że jedno ma jeden problem z czymś i nagle robi się cała lista ważnych spraw do załatwienia. A potem pielęgniarka się dziwi, że zapomniałam zapisać Anię na szczepienie :P

Z drugiej strony człowiek uczy się łapać dystans do wszystkiego, bo inaczej by zwariował. Więc raczej nie  będę mamą, która uwielbia rozprawiać o problemach swoich pociech :P Już nie jestem. W ogóle ominęło mnie sporo postaw, które niegdyś wydawały mi się odpychające, ale jednocześnie obowiązkowe w dorosłym życiu. Ha! "Poczekaj, jak będziesz starsza, to dopiero zobaczysz!". Tia. Ciekawe czy jak będę mieć 70 lat, to też będą mi tak mówić :]

Za nami intensywny początek wakacji. Mam nadzieję na więcej. I na jak najwięcej przygód z dala od domu. Dzieci w trasie są o wiele spokojniejsze i mniej się kłócą, a ja w podróży czuję, że żyję. My home is not my castle (a ja już pogodziłam się z tym, że nie ma we mnie nic z domowego drobiu i mimo stada dzieci nadal mnie nosi w nieznane).

Wczoraj Ania zrobiła swoje pierwsze kroczki, wreszcie. Dziś ostrożnie tupta po kuchni. Mała rozkmniaczka. Starsze dzieci zaczynały chodzić gdy kończyły dokładnie 13 miesięcy. Anulencja postanowiła nas zaskoczyć i poczekała z tym do skończenia 16. A co się ma powtarzać ;)

I co... Kończę, muszę zobaczyć, czy Gabryś poradził sobie z gotowaniem barszczu czerwonego :P Już prawie 18, ale w dzień był taki upał, że dopiero terasz zrobimy zupę z ziemniakami. Lubię ten wakacyjny luz...

Dobrego wypoczynku!