Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl

środa, 7 lipca 2010

Raduje się me serce w Panu :)

Raduje się me serce w Panu,
moc moja wzrasta dzięki Panu,
rozwarły się me usta na wrogów moich,
gdyż cieszyć się mogę Twoją pomocą.
Nikt tak święty jak Pan,
prócz Ciebie nie ma nikogo,
nikt taką Skałą jak Bóg nasz.
Nie mówcie więcej słów pełnych pychy,
z ust waszych niech nie wychodzą słowa wyniosłe,
bo Pan jest Bogiem wszechwiedzącym:
On waży uczynki.
Łuk mocarzy się łamie,
a słabi przepasują się mocą,
za chleb najmują się syci,
a głodni [już] odpoczywają,
niepłodna rodzi siedmioro,
a wielodzietna więdnie.
To Pan daje śmierć i życie,
wtrąca do Szeolu i zeń wyprowadza.
Pan uboży i wzbogaca,
poniża i wywyższa.
Z pyłu podnosi biedaka,
z barłogu dźwiga nędzarza,
by go wśród możnych posadzić,
by dać mu tron zaszczytny.
Do Pana należą filary ziemi:
na nich świat położył.
On ochrania stopy pobożnych.
Występni zginą w ciemnościach,
bo nie [swoją] siłą człowiek zwycięża.
Pan wniwecz obraca opornych:
przeciw nim grzmi na niebiosach.
Pan osądza krańce ziemi,
On daje potęgę królowi,
wywyższa moc swego pomazańca.

Powyższe słowa są modlitwą Anny (1Sm 2,1-10). Kobiety, która była wewnętrznie pęknięta, bo nie mogła wypełnić swego powołania. Nie mogła mieć dzieci. Miała kochającego męża, ale nic nie mogło wypełnić pustki, która była wewnątrz niej. W dodatku żyła w świecie, gdzie brak dzieci był przekleństwem i wyszydzaną ją z tego powodu. Była zgnębiona, bardzo cierpiała i nie widziała nadziei dla siebie. Mimo wszystko zrobiła rzecz najlepszą. Nie męczyła męża, nie szukała pomocy u ludzi. Nie popełniła samobójstwa. Uciekła do Boga. A On dał jej syna, Samuela. Bo nie ludzie, ale Bóg jest panem życia i śmierci i tylko On daje życie. Dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych. Samuel był darem Boga, a Anna nie zagarnęła go dla siebie, ale właśnie oddała Bogu. Dzięki Bogu została uzdrowiona i nie zapomniała o tym. Samuel mógł stać się jej idolem, jej pupilkiem, jedynym synkiem trzymającym się spódnicy mamusi. Ale ona wiedziała już, kto powinien być na pierwszym miejscu. Powyższe słowa są tego najlepszym wyrazem, uwielbieniem Boga za Jego cuda. Są modlitwą kobiety, która dzięki dobroci Boga mogła odkryć swoje powołanie i odrzucić to, co ją zniewalało, wszystkie czarne myśli, szantaże które słyszała od ludzi i we własnej głowie. Wreszcie mogła stać się sobą, czuć się piękna. Poruszający jest ten gest, ta wymiana darów między Bogiem a Anną, tak pełne miłości, wolności i wzajemnego oddania. To między nimi rozgrywa się prawdziwa historia miłosna...

Historia Anny jest w jakimś sensie i moją. Bardzo odnajduję się w tej postaci, tak bardzo poranionej, której Bóg dał doświadczyć uzdrowienia (zresztą bardzo przypomina mi to też Sarę z Księgi Tobiasza, kolejną kobietę, która jest mi bliska). Niesamowite jest to, że Bóg zawsze wybiera tych, którzy są słabi, nieprzystosowani do tego świata, odrzuceni, aby działać cuda w ich życiu. Jedyne, czego się boję, to żeby właśnie Bóg był na pierwszym miejscu. Żebym nie stwierdziła, że to moja zasługa, że tak się toczy moje życie, że mam Krzyśka i Gabrysia, żebym zawsze pamiętała, kto to sprawił. I żebym nie te dary uważała za największą radość, ale fakt, że Bóg mnie wybrał, aby dać mi życie. To jak w ewangelii, która była ostatnio, kiedy Jezus mówi do uczniów: Oto dałem wam władzę stąpania po wężach i skorpionach, i po całejpotędze przeciwnika, a nic wam nie zaszkodzi. Jednak nie z tego sięcieszcie, że duchy się wam poddają, lecz cieszcie się, że wasze imionazapisane są w niebie. Nie tym mam się cieszyć, że poddają mi się złe duchy. Tak trudno nie poddawać się pysze, kiedy Bóg błogosławi, tak trudno oddać mu chwałę i nie szukać przy tym własnej. Kiedy urodziłam Gabrysia, wszystko było oczywiste, słowa Anny były też moimi, wiedziałam, kto jest Panem. Później wiadomo, jak zwykle, znów zaczęła się walka. Tak już musi być - inaczej byłoby Niebo. Ale ważne, żeby o takich momentach pamiętać i mieć świadomość tego, co się dzieje.

Bogu niech będą dzięki!

piątek, 2 lipca 2010

Lipcowy błękit nieba.

Błogosławieństwo

Moje błogosławieństwo
ma niebieskie oczy
w których przeglądają się aniołowie

Ostrym głosem sięga nieba
kiedy jest głodne
lub gdy zwyczajnie jest mu źle

Ma nóżki za małe by iść
ale samo ich istnienie jest cudem
który strąca mnie na ziemię

Nie udaje nikogo bo nie umie
lecz przepełnia je zaufanie
do ciepła najbliższych dłoni

Taką mam się stać znowu
kiedy nadejdzie ten dzień
i w świetle wpadnę w Twe ramiona

Kolejny spacer, tym razem ostra trasa po wertepach i zielonych ścieżkach. Wracają mi siły. Czasem tracę cierpliwość do Krzyśka i Gabrysia, ale wystarczy mnie nakarmić i dać odpocząć, a zachowuję się normalnie. Ergo mam w sobie coś z noworodka :P Kiedy weszłam do kuchni, by napisać tą notkę, mysz biegała po kuchni. Stałam bez ruchu aż podeszła do mojej nogi. Mogłam podziwiać przepiękne salto w jej wykonaniu, kiedy podniosłam ostrzegawczo palec. Zaraz potem zniknęła pod lodówką. Myślałam, że padnę ze śmiechu :D Tyle skotnickich nowinek :P Aha, Krzysiek wczoraj skosił trawę, da się dojść do domu bez skakania po pokrzywach. Mala rzecz, a cieszy.

Rivulet