Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl
Suwaczek z babyboom.pl Suwaczek z babyboom.pl

niedziela, 17 października 2021

Czekać i patrzeć z ukrycia, jak rośnie...

Niedziela.

Pierwszy dzień od początku września, kiedy możemy odetchnąć...

Uff.

Przed nami wspólne oglądanie drugiej części "Krainy Lodu".

Obiad znowu ze wschodnią nutą, z kurczakiem w roli głównej.

Może jakaś planszówka?

I wieczorne moje pisanie... W swojej opowieści powoli zbliżam się do Bożego Narodzenia. Może uda się wydać na święta za rok? A teraz z lekką obawą czekam na poprawianie pierwszej książki.

Ktoś (Mortka?) kiedyś mówił, że życie pisarza jest czekaniem - na wydawnictwo, na umowę, na korektę, na wydanie...

W sumie dobrze się składa, bo co jak co, ale czekać umiem.

Gdy się czeka, rosną dzieci, kwiaty oraz książki.

W ziemi naszego ogrodu zamieszkały cebulki przebiśniegów, krokusów oraz tulipanów. Taka zapowiedź, że kiedyś będzie wiosna.

A na razie schodzimy w "coraz ciemniej i coraz zimniej".

Przeczytałam "Anię z Zielonego Wzgórza", tak mimochodem. Dobrze, że Montgomery umiała się tak zachwycić październikiem. Ja już czekam na inną porę, ale myślę że Bogu jest miło, gdy ktoś się zachwyca światem.

Odpoczywam od zachwytu, będę się nim zajmować od przyszłego miesiąca. Chociaż te szkarłatne sploty na pniach drzew są naprawdę niesamowite.

Podobnie jak fioletowe astry w ogrodach, zwane przeze mnie uparcie michałkami.

Ale tak bardzo chciałabym, żeby zakwitły tulipany...

poniedziałek, 11 października 2021

Pierwszy dzień...

Poniedziałek... Zaraz trzeba się zebrać po starsze dzieci.

W kuchni robi się przyrządzony na szybko kurczak z imbirem i kukurydzą (ostatnio mam fazę na dziwne połączenia).

Ania właśnie ze skrzywioną miną zjadła parę łyżek deseru owocowego. Błe. Na razie rządzi mleko i chrupki...

Misiek dokazuje i zaraz zostanie w domu z pracującym Krzyśkiem. Hm. Ciekawe, co wymyśli tym razem.

Rano podczas mojej krótkiej łazienkowej nieobecności wylał pół jogurtu na swoją zabawkową śmieciarkę i stół dookoła.

Nawet się nie wkurzyłam, bo to było już po tym, jak spektakularnie zaspaliśmy i ze wszystkim spóźniliśmy się już na początku dnia.

Pewnie dlatego, że do późna wysyłaliśmy maile o dniu nauczyciela i innych szkolnych sprawach (których jest pierdyliard i bywa że mi się mylą np. daty wycieczek...). A weekend, chodź piękny, był też lekko wyczerpujący i prawie w całości poza domem.

Potem późnym rankiem reanimacja przy bagietce z masłem czosnkowym na ciepło i Szymiku. Zamawiałam książkę Rafciowi na Bonito, to zamówiłam też sobie. Jak Rutka i Alicja twierdzą, że Szymika warto znać, to trzeba się podciągnąć ;) Miała być poezja na pierwszy rzut, wyszła teologia. Do porannej kawy też spoko ;)

Uhh. Fajnie się posiedziało, ale trzeba się zbierać...

Dobrego tygodnia :)


poniedziałek, 4 października 2021

W rytmie przyrody.

Zdjęcie z niedzielnego wieczoru nad jeziorem. Woda, niebo, światło słońca... I my. Dobry dzień. Stojąc na brzegu i słuchając szumu fal nagle miałam jakiś przebłysk - wspomnienie podróży poślubnej. Podobne kolory, podobne zapachy...

I dodarło do mnie tak wyraźnie, jak bardzo mogę być wdzięczna. Jest inaczej, już nie romantycznie tylko we dwoje - ale ile fajnych ludzi mamy wokół siebie!

Na przykład ten na tle wody, najstarszy :)

Poza tym jakoś tak ostatnio jesień nawet mi się podoba. Gdyby tylko następowała po niej od razu wiosna - byłoby jeszcze lepiej ;) (Ale kupiłam cebulki krokusów, przebiśniegów i tulipanów. Będzie na co czekać i czego wyglądać za oknami.)

Na przykład ptaki przylatujące do naszej stołówki pod orzechem... Nigdy ich nie ma tyle, co o tej porze.

W sobotę zbieraliśmy się do wyjazdu, przypięłam najmłodszych i już miałam wsiadać do auta, a tu nagle z drzewa spadła mi pod nogi sikorka. Śliczna, niebieska, modraszka. Oczywiście zaliczyłam stan przedzawałowy, bo na początku wyglądało to kiepsko. Ale wzięłam ją na ręce i powoli się uspokoiła, ułożyła skrzydła, nóżki. Musiała się mocno potłuc i przestraszyć, ale na szczęście nie połamała. Dałam jej pić (mina Krzyśka bezcenna - nie zauważył co się stało i nagle myślał, że poszłam do łazienki polewać wodą niebieską maskotkę... potem się zorientował, że maskotka jest żywa i po kropelce pije mi wodę z palca). Odłożyłam  ogrodzie w bezpieczne miejsce z dala od psów, kotów i dzieci. Doszła do siebie, odleciała.

Ale bardzo przyjemnie było trzymać w dłoniach takie małe niebieskie stworzonko.

Aha, znowu nad rzeką widziałam zimorodka ostatnio. Śmignął jak błękitna strzała.

I ryjówki (małe stworzonka, ale bez skrzydeł i z długimi ogonami) wprowadziły nam się pod podłogę i robią raban po nocy. Nic do nich nie mam, ale wolałabym bezkrwawo wypłoszyć, tylko jak?

Przed nami październik. Wyciągnęłam "Anię z Zielonego Wzgórza" i czytam.

Dzięki powieściom dla dzieci świat jest bardziej kolorowy :)

A po nocach piszę swoją, czwartą już. Dobrze mieć taki skrawek czasu tylko dla siebie i swoich pasji.

środa, 29 września 2021

Ich troje, a właściwie ich trzech. I to, co dobre.

Dziś świętujemy potrójne imieniny. Wszyscy moi chłopcy. Dobry dzień, już zawsze będzie taki o krok od nieba...

Nawet słyszałam, że jestem mamą archaniołów. No może trochę jestem - w tym sensie, że patrzę na waleczność Michała i muszę go powstrzymywać od kolejnej rozróby, a finalnie nauczyć walczyć o to, co dobre i bronić tego, co słabe. Że mogę mieć nadzieję, że Rafał będzie wybierać dobre drogi, a jego oczy będą otwarte na tych, których trzeba dobrą drogą zaprowadzić, pomóc, uleczyć serce. Że będę zawsze modlić się za Gabrysia o to, żeby miał zaufanie do siły Pana Boga, a nie swojej i przynosił ludziom Jezusa nawet w bardzo zaskakujących momentach.

Takie tam...

Za nami dobra niedziela - Pola Chwały w Niepołomicach i uwielbiany przez nas miks wszystkich epok, od Greków i Rzymian po współczesność. A wieczorem nasz ulubiony zespół niemaGotu grał koncert i poszliśmy, ja i starsza trójka. No pięknie było, a ich piosenkę "Jeruzalem" cały czas mam w głowie...

A dziś patrzyłam na wydrukowaną umowę z wydawnictwem. Tyle na to czekałam i aż mi dziwnie teraz, że jest... I tak sobie myślę - w roku św. Józefa, w dzień Archaniołów - mam odwagę, bo wiem, że nie jestem sama. Z takim patronatem! Obym zawsze o tym pamiętała i cokolwiek będę robiła - czy pisała, czy mówiła, czy zmieniała pieluchę - to dla czyjegoś dobra, a nie dla siebie.

Bo jeśli przyjdzie czas, że powiem - to ja zrobiłam, patrzcie, mój talent, moja zasługa... to będzie jednak mocno żenujące. I nie mam na myśli oczywiście tego, że trzeba być niepociumanym i zakompleksionym. Chodzi mi o to, żeby być wdzięcznym, wolnym i uniknąć napuszenia :)

Pomimo zabiegania i wielu spraw, których czasem nie ogarniamy, dzieje się dużo dobrego.

sobota, 25 września 2021

Migawki.

Poniedziałkowy poranek. Pół miasta zakorkowane z powodu wypadku na autostradzie. Wleczemy się jak ślimaki, ja z Anią w nosidle i starszą czwórką. Jedna sztuka dostaje mdłości, więc powrót potem we trójkę, w deszczu. Pod automatem biletowym orientuję się, że gdzieś wypadła mi moneta i starczy mi tylko na krótszy bilet. A już w autobusie ten jeden jedyny krótszy bilet zżera mi kasownik. Z przesiadki nici, nie chcąc ryzykować mandatu ostatni kawałek idziemy pieszo. Czterdziestominutowy spacer w zimnym wietrze z samego rana - wspaniały początek tygodnia.

***

Piątek bodajże, chwila przerwy na kawę i książkę. Nieopatrznie sięgam po "Zuzannę" Emilii Litwinko i z chwili robi się półtorej godziny - od pierwszej do ostatniej kartki (piękna książka, ryczałam czytając). W tak zwanym międzyczasie Miśkowi udaje się rozbić pięć jajek, a szóste umieścić cichaczem na podłodze tak, że wdepłam w nie stopą, gdy tylko oderwałam się od lektury. Na szczęście z pozostałej piątki udało się wybrać skorupki i zrobić jajecznicę. Dla Miśka :P A ja cieszyłam się, że to ostatni dzień roboczy i przed nami weekend.

***

Takie tam dwie migawki z tego tygodnia.

Moja codzienność, moja normalność :)

Dobrze, że już weekend. Wszyscy w domu, połowa zasmarkana i kaszląca. Oglądamy "Gwiezdne Wojny", gotujemy, pieczemy i przepychamy się z miejsca na miejsce.

Czego chcieć więcej? :P

Przestaję się dziwić, że potem gdy siadam do komputera, by pisać, pomysły jakoś same przychodzą mi do głowy i klepię bez opamiętania...

Dobrego odpoczynku i niech moc będzie z Wami!

wtorek, 21 września 2021

O tęsknocie za latem i spełnianiu marzeń.

Już prawie południe, a za oknem zimno... Na podwórzu nowy kopczyk spadających z orzecha liści. Podcięty hibiskus jest już poszarzały i smętny, choć nadal próbuje wypuszczać fioletowe kwiaty.

Jesień ma w sobie coś kojącego, jak ten moment przed snem, kiedy można (przynajmniej w teorii ;)) zaszyć się pod kołdrą z książką i ciepłą herbatą obok. Tyle tylko, że ja takich plasterków nie potrzebuję i wszystko we mnie tęskni za letnią aktywnością. 

Dziś mój podstarzały telefon nagle bez ostrzeżenia wyświetlił sierpniowe zdjęcia z wakacji, których uparcie "nie widział" po upadku na ziemię jakoś na początku września. I siedzę tak sobie z książką przy porannej kawie, sięgam po komórkę, a tam radosny komunikat - "odnaleziono kartę SIM!". I bach, zdjęcie kąpiących się dzieci w rzece w Nieznajowej, błękit i zieleń, polna droga, woda oraz las...

Biorąc pod uwagę, że za oknem sójki i sikorki wyjadały resztki rozgniecionych orzechów pod szarym pochmurnym niebem, przypomnienie tych wakacyjnych przeżyć prawie złamało mi serce.

No nie, nie jestem jesieniarą. W życiu. Lato chcę i wakacje... Nawet miałam zamiar zacząć pisać kolejną wakacyjną książkę dla dzieciaków, tak jak poprzednie utkaną z tęsknoty i dobrych wspomnień. Ale nie, tym razem będzie zimowo, adwentowo-bożonarodzeniowo. Pisząc o tym czasie też można myśleć o tylu pięknych rzeczach i jakoś przetrwać jesień.

A co do książek... To muszę wspomnieć nieśmiało, że moje marzenie o wydaniu przestało być tylko marzeniem. Coś się dzieje ;) Ale na razie ciiii! Będzie konkret, to napiszę więcej. Jeśli zachowaliście w sobie dziecko i lubicie wracać do powieści z dzieciństwa typu "Dzieci z Bullerbyn", "Ania z Zielonego Wzgórza" czy "Tajemniczy Ogród" (moje miłości książkowe :) i cykl o Narnii, oczywiście), to myślę, że Wam się spodoba. A Waszym dzieciom, wnukom, chrześniakom - jeszcze bardziej :)

Zawsze marzyłam o tym, żeby pisać książki i jestem niesamowicie wdzięczna Panu Bogu, że dał mi siłę i cierpliwość, by w codziennym zabieganiu znaleźć na to czas.

Za nami dobry małżeński weekend, bez starszych dzieci, na rekolekcjach. Dobrze czasem odetchnąć...

A teraz wtorek, który pewnie rychło stanie się piątkiem. Odkąd wakacje się skończyły, czas gna jak szalony.

Ale - jeszcze w zielone gramy... Jest dobrze.

wtorek, 14 września 2021

O nauce oraz wycieczce do stolicy śliwki :)

Wrzesień mija błyskawicznie. Już połowa... Mam wrażenie, że obowiązku i różne sprawy do załatwienia dosłownie mnie wessały i nie wiem, kiedy wyplują... Może w czerwcu. Hmm... Czyżbym powinna szykować się do kolejnych wakacji?

Aktualnie mam w domu trzech lekko podsmarkanych panów, więc mi się nie nudzi. Wieczory jednak są już chłodne i łatwo się zaziębić. Ale z drugiej strony żal dzieciaki zaganiać do domu, niech jeszcze korzystają i bawią się na podwórku do późna, póki można... Przynajmniej Michał dziś szczęśliwy, że ma towarzystwo. Integrują się chłopaki. Przed chwilą zalali łazienkę, bo testowali katamaran z lego.

Ela w szkole, Sara w przedszkolu... Zadowolone, chociaż Sarenka chyba odlicza już do przyszłego roku, kiedy dołączy do niej Michał. Bo nagle została sama ;) Za to Elula w ciągu pierwszego tygodnia szkoły przeszła metamorfozę, podobnie jak jej koleżanki z klasy... Nagle się zrobiła taka panienka, przebojowa, swobodna, pewna siebie. Trochę się obawiała zmiany i teraz jest pozytywnie zaskoczona :)

Anusia w zeszłym tygodniu wzbogaciła się o dwa pierwsze ząbki :D W dodatku ten pierwszy namierzyłam na szkolnym zebraniu... Była niespodzianka. Teraz gryzie, muszę uważać :P Poza tym zostawiona na kocyku na podłodze pełza powoli i obraca się na wszystkie strony. Czyli w sumie - też jakby była w szkole. Takiej dla półrocznych niemowląt. Lekcja pierwsza: siedzenie... Lekcja druga: raczkowanie. Ech. Do Bożego Narodzenia będzie śmigać jak wyścigówka po domu.

Weekend zleciał szybko, bo było dużo dobrych rzeczy... W sobotę przyjęcie urodzinowe u przyjaciół, a w niedzielę kolejny wypad w świętokrzyskie. Tym razem Szydłów, zwany polskim Carcassone lub - z innej beczki - stolicą śliwki :) Dużo zabytków, piękne mury, a na rynku świetna restauracja oraz sklepik ze śliwkowymi artykułami. Pizza ze śliwką była mega pyszna i jej smal wspominam nadal. Musimy tam wrócić :)

Wszystkiego dobrego na drugą połowę września :*

poniedziałek, 6 września 2021

Wspomnienia i poezja.

Zdjęcie z wczorajszego wieczoru... Park Dębnicki. Po ciężkim pierwszym tygodniu szkoły, po którym czułam się jak rozjechana przez traktor - reset... Z Krzyśkiem i dziećmi. Starszaki biegały po alejkach i szalały na świetnym (naprawdę!) placu zabaw, Krzysiek chodził sobie z Anią w nosidle, a ja rozłożyłam się na leżance i rozdawałam kawałki brownie z plecaka :D

Dębniki są mi o tyle bliskie, że tam mieszkał Krzysiek, gdy się poznaliśmy. Tam się spotykaliśmy i wędrowaliśmy uliczkami, bulwarami...  Śmiesznie było tak wrócić po latach z gromadką dzieci. Elka: "Ale jak to, tato, ty mam tak samotnie mieszkałeś?!". No nie do uwierzenia. Przecież jesteśmy razem od zawsze. I zawsze z szóstką dzieci ;)

A dziś dotarła paczuszka od Alicji, a w niej tomiki poezji (Alicjo - dziękuję!!!) - nie mogę się doczekać, kiedy będę pogryzać kolejne wiersze do kawy. Polecam ten sposób - zadek od tego nie rośnie, za to serce tak :)

Chociaż tak po prawdzie, to do kawy mam zwykle nie tylko książki ;D

Instagram okazał się dobrym pomysłem - każdego dnia robię dużo zdjęć i fajnie znaleźć miejsce, gdzie mogę się nimi podzielić :) Także jak jeszcze nie byliście,to zapraszam do BajkiRivulet - mniej tekstowo, bardziej zdjęciowo.

Dobrego tygodnia!

poniedziałek, 30 sierpnia 2021

Jak przeprosiłam się z instagramem. No i o Kaszubach w Krakowie.

Na początek ogłoszenia drobne ;) Uwaga, uwaga:

Ponieważ potrzebowałam dostępu do paru miejsc, po latach zarzekania się, że nieeee, ja w życiu i pocomito - założyłam konto na instagramie :P

Zastanawiam się, na ile będę z niego korzystać, no ale kto wie. Na dzień dobry wrzuciłam parę fotek :) W sumie jest to łatwiejsze niż pisanie całej notki na blogu, więc może rzeczywiście się do niego przekonam. Ale pisanie i tak pozostanie numerem jeden.

Także ten, zapraszam TUTAJ. Będzie mi miło, jeśli zajdziecie również tam i zostawicie swój ślad :)

***

Tymczasem za oknem deszcz... Zaraz skoczę zobaczyć, czy nasza kochana pobliska rzeczka znów nie grozi nam powodzią (tak, tak, jak czytacie o podtopieniach w Krakowie, to jest duża szansa, że nas też to dotyczy :P). A póki co smętnie mi bardzo - za jakąś godzinę kaszubska rodzina wsiądzie do pociągu i wyruszy na północ. Po pięknym wspólnym weekendzie- żal. Zobaczymy się ponownie za rok. Jak dobrze pójdzie, to na Kaszubach.

Pozostało dużo dobrych wspomnień, kilka zdjęć na telefonie (w tym fotka zielonego drinka oraz naszych rodzin, gdzie wyglądamy jak Kelly Family), no i dwie pachnące nowością książki. Jedna, z piękną dedykacją, autorstwa Kaszubki. Wzruszam się, gdy na nią patrzę <3

W ogóle cieszę się bardzo, bo sierpień przyniósł trzy oczekiwane premiery - oprócz Darii wydania swoich książek doczekały się też Kasia z Kamiennego Domu i "Kurza mama" Olka. Mam zamiar przeczytać wszystkie. Kobiety mają moc! 

Zresztą, tak w temacie książek - cały czas wraca do mnie niebieski tomik "Chropawe głoski" Alicji i z przyjemnością za każdym razem znajduję w nim nowy powód do zachwytu.

Ale dzieło Kaszubki będzie mi oczywiście najmilsze, tak jak nasze sms-owe pogaduchy prawie każdego ranka i zazwyczaj też co wieczór ;)

I żyję nadzieją, że kiedyś też dam jej swoją książkę do przeczytania. To znaczy wydaną, bo w formie elektronicznej i tak zna wszystkie, jej dzieci też. Tyle że my obie mamy tą słabość, że lubimy książki, które można dotknąć, powąchać, zachwycić się okładką...

Cóż, trzeba dużo cierpliwości i wytrwałości, by być mamą gromadki, ogarnąć życie swoich bliskich, a w dodatku jeszcze zawalczyć o swoje... Nie ma lekko. Ale jak widać na poniższym obrazku - jest to możliwe. Gratulacje, Kaszubko! Jestem z Ciebie dumna :)`

piątek, 27 sierpnia 2021

Przed bitwą ;)

Ostatni piątek sierpnia.

W przyszłym tygodniu czworo naszych dzieci znów ruszy o poranku w trasę...

Cztery plecaki naszykowane w przedpokoju.

Wyprawka (prawie) skompletowana.

W dodatku swoją szkolną przygodę zaczyna Elka.

Czujecie klimat?

Nie?

No to posłuchajcie:

Tylko epicka muzyka jest w stanie oddać to, co tu się dzieje :P

Słucham w kółko i staram się ogarnąć rzeczywistość.

Poza tym wszystko we mnie płacze za latem, które (tak dla odmiany) minęło zdecydowanie zbyt szybko.

Te górskie wyprawy jeszcze tak niedawno - to wydaje się zbyt piękne, jak z innego świata...

Przypominam sobie moment, gdy słuchając koncertu przy fontannie w Krynicy jadłam z chłopakami pyszne lody- tuż po tym, jak zjedliśmy pyszny obiad w Karczmie Łemkowskiej. Szukaliśmy cienia, bo tak grzało słońce. Ania chyba spała? Albo śmiała się do ludzi, jak zwykle, już nie pamiętam :) Jaka to była cudowna chwila...

I tak to wygląda, przygotowania do bitwy tuż przed ostatnim wakacyjnym weekendem oraz bombardujące moją głowę wspomnienia. Obok w łóżeczku Anusia pod puchatym kocykiem. Dziś skończyła pół roczku. Kolejna jesień upłynie mi pod znakiem raczkującego niemowlęcia :)

Dobrze, że przed nami jeszcze wiele dobrego - trzeba tylko nie dać się chłodowi i poczekać.

Na przykład - już jutro w Krakowie zawitają Kaszubi ;)

<3

poniedziałek, 23 sierpnia 2021

Powiew jesieni. Przemijanie.

Do końca wakacji został tylko tydzień. A ja już czuję oddech września - pośpiechu, porannego wstawania, szkoły. Kalendarza zapisanego po brzegi. 

Wieczory przychodzą szybciej, chłodne i często mokre. Za rogiem ulicy, w moim ulubionym dzikim zakątku, nawłocie kwitną jak szalone. Za każdym razem, gdy na nie patrzę i czuję ten słodko-ziołowy zapach, przypomina mi się początek jesieni zeszłego roku. I pierwsze zdjęcie naszego małego dzidziusia numer sześć. Już wtedy wiedziałam, że czekam na kogoś pięknego. Ale nie sądziłam, że aż tak :)

Nasza gwiazdka w piątek skończy pół roku (podobnie jak Stefanek Kaszubki, którego wreszcie zobaczymy na żywo już w ten weekend! będzie co świętować!). Jest pogodną, śliczną dziewczynką o niebieskich oczach. Byłam pewna, że oczki jej ściemnieją, tak jak środkowej czwórce. A tu zaskoczenie, nasza ostatniorodna też ma niebiesko-morskie spojrzenie, tak jak pierworodny. Dzięki naszym dzieciakom pokochałam różnorodność. I po raz kolejny się przekonałam, że nawet szóste dziecko jest żywą niespodzianką.

Ponoć pogoda w tym tygodniu ma nas nie rozpieszczać. Na szczęście jeszcze wczoraj zdążyliśmy zrobić być może ostatni dłuższy wakacyjny wypad, tym razem do skansenu w Tokarni. Słyszałam o tym miejscu już wcześniej, ale byłam po raz pierwszy. I na pewno nie ostatni, bo jestem totalnie zauroczona! Dzieciaki zresztą też...

Snuliśmy się ścieżką od chałupy do chałupy, od młyna do młyna, a potem był jeszcze przepiękny dwór i kościół - zajęło nam to pięć godzin, a i tak nie zobaczyliśmy wszystkiego. Dzieci biegały i się cieszyły oglądaniem czegoś, co można zobaczyć już tylko w takich miejscach. A my z Krzyśkiem... wspominaliśmy i wzruszaliśmy się, czując znajome zapachy, patrząc na sprzęty takie, jakie widywaliśmy w dzieciństwie podczas wakacji.

Chłonęłam obrazy, zapachy, kształty... i tęskniłam za światem, którego już nie ma.

Dobrze chociaż, że są takie punkty na mapie, gdzie można choć na chwilę przenieść się w czasie.

Pomysł na książkę krystalizuje się coraz bardziej. Dochodzę do wniosku, że w Polsce jest aż za dużo wspaniałych miejsc do ukochania. Nie wiem, czy starczy mi czasu na zachwycenie się czymś za granicą :P Choć piękno Rumunii czy Włoch pamiętam doskonale...

poniedziałek, 16 sierpnia 2021

Jak trudno...


 Jak trudno odzwyczaić się od gór....

Od powietrza pachnącego świerkiem i bukiem.

Od szmeru potoku.

Krzyku orlików i innych niebieskich drapieżników.

Od kawy pitej o poranku z widokiem na Jaworzynę.

Od kolorów na ikonostasie.

Beczenia owiec

I pastwisk pełnych koni.

Tak bardzo chciałoby się wsiąść do pociągu...

I znów być tam, pod cerkwią.

Przy krzyżu z przekrzywioną belką

Lub po kostki w lodowatej wodzie Nieznajowej.

Notować zmiany i wprowadzać poprawki do książki.

Bo pewne rzeczy są inne niż zapamiętałam.

Ale większość na szczęście -

Jest taka sama.

***

Wróciliśmy. Prawdopodobnie jutro skończę akcję "Pranie". Lubię nasz domek, ale naprawdę strasznie tęsknię... Aż mi się coś wyrywa. Było wspaniale.

sobota, 31 lipca 2021

Ostatni dzień lipca.

Deszczowy i spokojny...

Krzysiek dłubie na strychu, dzieciaki powoli się pakują. W poniedziałek rano wyjeżdżamy! Kurs na południowy wschód... Dobry kierunek :) 

Trzeba jeszcze posprawdzać, czego nam brakuje, co mamy dokupić. Wyciągnąć mapy. I poprosić o ładną pogodę. Taką bez szalonych burz z gradem wielkości mandarynki, bez ulew, ale też bez upałów ponad 30-sto stopniowych... Innymi słowy po prostu różną od tej lipcowej, która skutecznie pokrzyżowała nasze wycieczkowe plany.

Jest nadzieja, że złapiemy oddech tam na końcu świata... Bo na razie to niestety mamy bez przerwy nerwową zadyszkę.

Jutro nasza rocznica. Żadnych romantycznych planów, raczej czekanie na wyjazd... Ale pewnie się uda zobaczyć odcinek Szustaka grającego w "Ducha Cuszimy" - to ostatnio nasza ulubiona rozrywka po godzinach :P

No i eucharystia oczywiście, dziś wieczorem lub jutro... Bez tego nigdzie nie jedziemy. I mam na myśli zarówno wakacyjny wyjazd, jak i nasze małżeństwo w ogóle.

Jeśli Pan Bóg nie wybuduje domu, to nic z tego nie wyjdzie, tylko nerwowe bieganie wśród walących się ścian i niekończących się problemów sypiących się do oczu.

A najfajniejsze, że mogę to napisać ja, której nijak nie wychodzi pobożne składanie łapek, ani mówienie łagodnie i bez brzydkich wyrazów :P

Wiara to nie czysty kołnierzyk i gra pozorów, tylko zaufanie, że będzie dobrze, jeśli do łodzi wsiedliśmy z Panem Jezusem. Wtedy nawet burza i pioruny są niegroźne.

O tym między innymi rozmawiałyśmy podczas czwartkowej posiadówy w naszej kuchuni z Kawusiową, czyli Renatką. Ale ona opisała to ładniej. Zapraszam na jej nową stronkę ;)

Za to właśnie lubię blogowanie. Coś, co na początku było tylko zwykłym sobiepisaniem, zaowocowało poznaniem tylu wartościowych ludzi! Czasem jak o tym pomyślę, to aż mi dziwnie... I jestem wdzięczna, że chcecie tu wracać, że piszecie do mnie przez maile lub komentarze, że chcecie się spotkać!

A teraz kończę i idę się pakować... :) Pozdrawiam ciepło!

środa, 28 lipca 2021

Potrzeba odpoczynku... i okazja do świętowania :)

Kiedy słuchałam tej piosenki jakiś miesiąc temu, to sobie myślałam, że ja nigdzie nie chcę wyjeżdżać i dobrze mi tu, gdzie jestem.

Niby tak, ale... Po miesiącu wakacji dość intensywnych, ale jednak domowych, stwierdzam, że oderwanie się od naszych codziennych spraw jest niezbędne. Dwa tygodnie bez sprzątania w kółko tych samych rzeczy, bez patrzenia w kalendarz, bez stania nad garami (okej, coś jeść trzeba, ale stanie nad garami gdzie indziej też ma w sobie coś z odpoczynku xD). Uff, oby pogoda dopisała, oby się udało...

A na razie czekam na Krzyśka, który pojechał z Miśkiem do szpitala. Nie, nic groźnego, takie tam... W końcu nie ma to jak poranek na izbie przyjęć ;P

Obok mnie na łóżku śpi Ania. Obudziła się godzinę temu, pochichrałyśmy się, a teraz padła przytulona do mojej nogi. Ania... Wczoraj skończyła pięć miesięcy. A dwa dni temu miała pierwsze imieniny :) Pamiętam, jak rok temu w dzień Anny i Joachima się modliłam do Anny, że być może mam jej imienniczkę w środku (to był początek drugiego miesiąca) i żeby nad nami czuwała...

Oprócz Ani imieniny mieliśmy ja (27) i Krzysiek (25). Tak wyszło, że przez trzy dni świętujemy :)

Za to prawdziwa impreza będzie w niedzielę - dwunasta rocznica ślubu! Patrząc na dzieci, dom, kwitnący ogród, widzę że mam za co dziękować. I mam nadzieję, że dużo dobrego jeszcze przed nami. Ważne, że nadal, mimo upływu czasu, tak samo lubimy ze sobą spędzać czas, rozmawiać, wygłupiać się, a wieczorami wyganiać dzieci z naszego pokoju, żeby móc razem obejrzeć film. Mieć męża-przyjaciela to skarb <3

sobota, 24 lipca 2021

O książkach i o zaufaniu.

Sobotni wieczór. Wróciliśmy z zakupów i eucharystii (jutro cały dzień będziemy w drodze).

Mimo obecności kompletu dzieci w domu udało mi się skończyć książkę o Beskidzie Niskim. Chłopakom się podoba i to najważniejsze :) Mam takie marzenie, że przyjdzie czas, gdy te książki będą do kupienia w wersji papierowej i e-bookowej. I jakiś taki spokój, że Pan Bóg się o to zatroszczy. Już wiem, że nie muszę się spinać i walczyć sama, bo tak nic nie zdziałam. A z nim - wszystko. 

Dlatego ile razy jest dylemat, czy np. głosić katechezy, czy zająć się czymś bardziej przyziemnym, wybieram to pierwsze... I nie chodzi nawet o to, że potem dostaję jakąś nagrodę - czasem właśnie później przychodzi trudny moment. Nagrodą jest siła i zaufanie, bo mówiąc sama też słucham i sobie przypominam, co jest ważne. A inne skarby gromadzimy... gdzie indziej :)

I mam też luz na to, że nasz dom nie nadaje się na instagrama (choć ja bardzo dobrze się w nim czuję) :P A dzieci zwykle wyglądają czy zachowują się nie jak z gazetki. Za to wszyscy jesteśmy szczęśliwi. Nawet jeśli czasem narzekamy, bo jesteśmy tylko zwykłymi ludźmi, a nie cyborgami.

W głowie wykluwają się pomysły na dwie kolejne książki. Jak już się odkryło, jaka to frajda, to trudno przestać :) Zwłaszcza że dzieciaki dopingują. Jednocześnie są tak dobrą inspiracją, że nic, tylko spisywać... ;)

Na stoliku z okładki spogląda na mnie Gemma o niebieskich oczach. Wiosną wspierała mnie Carmen, a teraz ona... Są takie osoby, z którymi można się zaprzyjaźnić nawet na odległość.

Prawda, Kaszubko? ;) 

Tak w temacie książek, to mogę chyba napisać, że biografia księdza Szymichowskiego autorstwa Matki Kaszubki ukaże się już wkrótce. Jak ktoś jest chętny, to proszę pisać w komentarzach lub na maila :)

Pozdrawiam Was ciepło!

Jeszcze tydzień w Krakowie, a potem - góry! <3

niedziela, 18 lipca 2021

Chwile.

Zdziczałe róże.
Wieczór w starym domu pod Krakowem. Szumią świerki i pobliski las. W rogu ogrodu stoi zielona huśtawka. Michał biega boso po trawie, a potem oglądamy razem konika. W salonie słuchamy opowieści starszej pani, popijając chłodny kompot. Wychodzimy tuż przed burzą. Ja - z książką o Gemmie Galgani w ręce.

***

Spacer nad Wisłą z Asią. Ciekawe, że można kogoś nie widzieć 11 lat i nie czuć upływu czasu. Jest jak zwykle... Tylko że ostatnim razem się widziałyśmy, gdy miałam Gabrysia pod sercem. A teraz spacerujemy z Anią w wózku... Bywa i tak. Czuję wdzięczność, że niektórzy ludzie pozostają normalni. To było piękne kilka godzin :)

***

Smocza lokomotywa.
Noc. Wszyscy śpią, poza mną. Puste łóżka przypominają o tęsknocie. Za oknem coraz bliżej burza. Potem grzmoty, deszcz i grad... Różaniec?

***

Popołudnie w Chęcinach. U nas w Małopolsce burze, tu - słońce i upał. Docieramy we czwórkę pod mury zamku, ale odstrasza nas kolejka do wejścia. Idziemy na rynek. Michał biega, oglądając fontannę, studnię i balony. Kupujemy gigantycznego kebaba i jemy na ławce, czytając ciekawostki o rodzinie Skłodowskiej. Odpoczywam.

***

To takie migawki z tego tygodnia. Dużo dobrych chwil. Kilka trudnych. Ciężko nagle pozbyć się niektórych obowiązków i usłyszeć siebie...

A teraz czekam. Krzysiek pojechał na dworzec odebrać pozostałe dzieci. Dobrze, że już będziemy w komplecie. Jestem jednak nieprzystosowana do modelu 2 + 2 :P


Michał z mapą.

czwartek, 15 lipca 2021

Zapiera dech.

I to zapiera dech, że jest coś, a nie nic,

Gdy budzisz się, to nadal jesteś ty.

I to zapiera dech, że obok ciebie jest ktoś

I że mogło być nic.

Muzyka ostatnich dni. Rzeczywiście, to zapiera dech, że jest obok mnie kilku konkretnych ktosiów. A mogło być nic.
 
Choć w tym tygodniu ktosiów mniej. Starsza czwórka szaleje z dziadkami w Sudetach.  Dziwnie nam być w domu tylko z dwójką dzieci, tak pusto... i obowiązków mniej. Leniwe poranki, leniwe wieczory. Kawa i książka (Tajemne Bractwo Pana Benedykta, pozytywne zaskoczenie!), z widokiem na obrośniętą dzikim winem stodołę. Pierwszy moment przestawienia się na tą inną, dwudzieciową rzeczywistość, był niemal bolesny. Trochę jak na odwyku... albo na urlopie po roku zarywania w korporacji. Już się boję tego zderzenia, gdy znów będziemy w komplecie. A jednocześnie bardzo za nimi tęsknię :) I z przyjemnością przeglądam zdjęcia, które mi wysyłają. Świetnie się bawią, nie muszę się o nich martwić... Mogę się zająć sobą. I maluchami.

Ania i Michaś od czasu do czasu dbają, żeby mi się nie nudziło. Na przykład dziś gdy zmieniałam młodej pieluchę, to Misiek błyskawicznie wspiął się do zlewu, zatkał odpływ i odkręcił wodę. Jakoś tak to zrobił, że nic nie usłyszałam - dopiero kapanie, gdy woda zaczęła się wylewać na podłogę.

Ja nie wiem, skąd on bierze te pomysły, bo zwykle to spokojny chłopczyk. I nagle - ting! - coś mu strzela do głowy. Aż mi się przygody z Elką przypominają. Gdy miała te 2-3 latka, też wykręcała takie numery.

Poza tym co... rozmawiamy sobie, dużo się śmiejemy, czytamy, spacerujemy. Mała coraz dłużej wytrzymuje bez wrzasku, gdy kładę ją na brzuszku, żeby obserwowała świat. A Michał się zrobił bardzo rozmowny i wreszcie mówi różne trudniejsze słowa, a nie tylko chrząka i pokazuje palcem :P Wszystko ma swój czas... Dziś nadszedł czas, gdy Misiek powiedział po raz pierwszy "kopala" na koparkę. Ostatnio w sklepie sam podszedł do sterty arbuzów, powiedział "albuz!" i wsadził jednego do koszyka. Nie protestowałam, bo zrobiłabym to samo ;) No ale - brawa dla Misia. Tak sobie wspominam, że Rafcio też tak późno się rozkręcał z mową i też mnie cieszyło każde słowo. A później poziom się wyrównywał i nie było już słychać, czy dziecko zaczynało mówić wcześnie, czy późno... Człowiek za to zaczynał niekiedy tęsknić za czasem, gdy panowała subtelna cisza :P

Zrobiło się późno, już po północy. Czas spać. W nocy znów mają być burze, zaraz się przejdę po domu i pozamykam okna. Szkoda, w lecie lubię zasypiać przy otwartych i słyszeć cykanie...

Dobrej nocy! I dobrego odpoczynku Wam życzę :) Oby udało się znaleźć choć chwilę dla siebie i zwolnić...
I to zapiera dech Że jest coś, a nie nic Gdy budzisz się to nadal jesteś Ty I to zapiera dech Że obok Ciebie jest ktoś I że mogło być nic...

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kwiat_jabloni,moglo_byc_nic.html
I to zapiera dech Że jest coś, a nie nic Gdy budzisz się To nadal jesteś Ty I to zapiera dech Że obok Ciebie jest ktoś I że mogło być nic

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kwiat_jabloni,moglo_byc_nic.html
I to zapiera dech Że jest coś, a nie nic Gdy budzisz się To nadal jesteś Ty I to zapiera dech Że obok Ciebie jest ktoś I że mogło być nic

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kwiat_jabloni,moglo_byc_nic.html
I to zapiera dech Że jest coś, a nie nic Gdy budzisz się To nadal jesteś Ty I to zapiera dech Że obok Ciebie jest ktoś I że mogło być nic

Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,kwiat_jabloni,moglo_byc_nic.html

środa, 7 lipca 2021

W dobrych rękach.

Późny powrót do domu... Dzieciaki z opiekunką, a my i Anulencja w mieście. Skończyło się lodami z Good Looda i pogaduchami ze znajomymi. Resetu nam trzeba!

Upał dziś straszliwy, mocno ponad 30 stopni. Skoczyłam w ciągu dnia po sok jabłkowy z miętą, arbuza (na zimno uwielbiam!) i lody czekoladowe, więc jakoś przeżyliśmy ;)

Ale ranek i poprzednia nocka były nerwowe. Dlaczego? Zacznijmy od tego, że jakiś czas temu zauważyłam na spodzie języka Miśka dziwną narośl. Byliśmy u pediatry, zalecił wizytę u laryngologa. Termin na dziś. Wczoraj zauważyłam, że draństwo się powiększyło, więc miałam już czarne myśli i, nie ukrywam, duży stres. Może wyczuła to Ania, bo zeszłej nocy co chwilę się budziła i nie chciała spać. Zdrzemnęłam się może na 2 godzinki i to jeszcze nie w całości, tylko poszatkowane. Na szczęście już przywykłam do takich akcji i niewyspania, więc funkcjonowałam dziś normalnie.

Pani laryngolog bardzo miła (różnie bywa, szczerze mówiąc stresują mnie wizyty u lekarzy i to, jak wiele od nich zależy). Mamy się nie martwić, bo zmiana niegroźna. Ufff! Kamień z serca. I gula z gardła. W takich momentach człowiek inaczej patrzy na tych kruchych ludzi wokół siebie i docenia ich obecność jeszcze bardziej. Choć ja przecież bez takich przypominajek mam tą świadomość zawsze, stety-niestety. Ale wdzięczność jest. I posiadówa na schodkach z brewiarzem już po powrocie do domu, gdy dzieci bawiły się na podwórku. Jak dobrze wiedzieć, że zawsze - w szczęściu i nieszczęściu - nie jesteśmy sami.

Także ten... jest późno, ja już z oczami na zapałkach, ale klepię ku pamięci. Może dzisiejsza noc będzie spokojniejsza?

"To ci, którzy przychodzą z wielkiego utrapienia..." 

(włączył mi się przez przypadek na youtubie Pawlukiewicz, tak dawno nie słuchałam... krótkie i piękne, warto odpalić na chwilkę i się zatrzymać:)

Zawsze we dwie, jak apostołowie :)

poniedziałek, 5 lipca 2021

Lipy, róże i... drożdże. Zapachy lata :P

Początek wakacji. Chłopaki na półkoloniach. Młodsza czwórka przewala się po domu. Choć w przypadku Ani można mówić tylko o przewracaniu się z boku na bok ;) 
 
Po drugim już z rzędu deszczowym weekendzie (a mieliśmy jechać w góry, ech!) upalny dzień. Jest południe, ale zamiast iść na spacer, poczekamy przy bajce, aż się zrobi chłodniej. Ja lubię skwar, jednak maluchy już niekoniecznie. Nie chcę usmażyć Anulencji :P

Tak więc dziewczyny oglądają "Mustanga z dzikiej doliny" (korzystają z tego, że nie ma starszych braci i mogą sobie wybrać film... swoją drogą zauważyłam, że ostatnio włączają mniej księżniczkowate, bardziej poważne pozycje), Michał robi porządki w szafce w kuchni (czyli tłucze garami, aż w całym domu brzęczy), a Ania oparta o poduchę obserwuje własne rączki i grucha wesoło. A ja stwierdziłam, że w całym tym zamieszaniu zamiast sprzątać - usiądę i sobie popiszę. 
 
Może po napisaniu notki na blogu uda mi się skończyć kolejny rozdział książki dla dzieciaków, chłopaki już mnie o to męczą. Kończę część o przygodach w Beskidzie Niskim, ale co chwilę coś się dzieje i czasu na domknięcie brak. Czy zazdroszczę "normalnym" pisarzom tych godzin spędzonych w ciszy swojej pracowni? Czasem tak... Ale tylko czasem :) Nie można mieć wszystkiego. Już się pogodziłam z tym, że nie będą drugą Pawlikowską, spisującą kolejny tom swoich przygód gdzieś w dalekiej dżungli. Ani Bondą czy inną seryjną pisarką, która chyba nic innego nie robi, tylko wydaje książki (czy dobre?). Za to mogę być sobą i wyciskać co jakiś czas kilka słów, żeby potem otworzyć zapomniane strony niczym słoik z malinami w spiżarce i przypomnieć sobie... zapach tego lata.

A lato pachnie pięknie tego roku. Lipami, różami, polnymi kwiatami na łąkach... Wiem, te zapachy wracają co roku o tej porze, ale z takim małym dzieckiem na ręku odkrywam je zawsze na nowo, na świeżo. Dzieci pomagają zrywać maski.

Przykład? Nie zaczęłam dobrze tego akapitu, gdy przyszła Sara i oznajmiła, że wylała garnek z mlekiem i drożdżami w kuchni. Na obiad miała być pizza. Zamiast tego była drożdżowa zupa na całej podłodze i trzeba było trzech ręczników, żeby usunąć skutki katastrofy. Mopy nie zadziałały. Zadziałała za to moja krtań, gdy wywarczałam im, że jestem zła i nie mam ochoty ich teraz widzieć - dopóki nie ochłonę.

Wróciłam za klawiaturę w chmurze drożdżowego zapachu. Co ja to pisałam o pachnącym lecie? Tego aromatu chyba nawet lilie w wazonie by nie przebiły.

I niech się schowają Bonda z Pawlikowską. Kryminał i dżungla to niekiedy pikuś w porównaniu z życiem w rodzinie wielodzietnej.

Zakończenie tej notki miało być inne, ale zostało brutalnie wyryte przez samo życie :P

PS Co do książek, czytam teraz dwie o Afryce - Kingi Choszcz i Maćka Czaplińskiego. Zwłaszcza ta druga jest niesamowita. Ale... czy też tak macie, że lubicie czytać przy jedzeniu? Mnie wtedy książki smakują najlepiej. Za to Krzysiek się wkurza, że to niewychowawcze i "nie należy czytać przy jedzeniu". To jeden z niewielu punktów, co do których nie możemy się porozumieć. A ja wyjątkowo nie zamierzam iść na kompromis.
Róże po deszczu. I kawałek Michałka :P

poniedziałek, 28 czerwca 2021

Cztery miesiące Ani i początek wakacji. Okiem matki wielodzietnej.

No i stało się... Mamy końcówkę czerwca. Zaczęliśmy wakacje. Wcinanie lodów i czereśni, wdychanie zapachu truskawek, takie tam... Gabryś odkrył swoje nowe hobby - robienie dwukolorowych galaretek. Wyglądają obłędnie, a ja jak zwykle się cieszę, że pewne rzeczy w domu robią się już nie moimi rękoma. Jak wiecie, nie jestem typem matki-helikoptera i z przyjemnością pozwalam moim wilczkom na używanie wolności. W granicach rozsądku, oczywiście. A w kuchni mogą szaleć do woli. Może kiedyś im się spełni marzenie i otworzą razem restaurację "U archaniołów" ;)

Żeby nie było, że taki całkiem luz mamy - zapisaliśmy chłopaków na półkolonie, więc wybywają rano, wracają wieczorem... Zajęcia fajne, dziś ich odebrałam całych usasanych. Tyle że to kawałek od nas, więc jest jeżdżenie... I ja trochę już obolała od biegania z wózkiem czy nosidłem, bo przecież ostatnio dużo tego było. Lajf multi-mamy, że się tak językiem celebrytów posłużę. No bo są sexi-mamy, eco-mamy i inne healthy-mamy, to ja będę multi-mamą, a co!

Dziewczyny zażyczyły sobie spokój w domu i żadnych zajęć, także czwórkę mam przy sobie. Nie dziwię im się, przedszkolaki lockdownu prawie nie odczuły i są już zmęczone. A tak to pomagają mi we wszystkim, zwłaszcza w opiece nad młodszą dwójką. Lubię patrzeć, jak Michał lgnie do starszaków, jak wyciąga do nich ręce. I jak Ania wybucha śmiechem, gdy się dla niej wygłupiają i robią dziwne miny.

Właśnie, Ania... Nasza gwiazdka skończyła już cztery miesiące. W tym momencie to naprawdę mam wrażenie, że znamy się od zawsze. A te zdjęcia, na których jest tylko pięcioro dzieci, to jakaś pomyłka :P No bo jak to, bez Ani?! Bez tej pyzuni o szaroniebieskich oczach w kształcie migdałów oraz szelmowskim uśmiechu świat na pewno był uboższy. Jak sobie pomyślę, że jeszcze cztery miesiące temu z hakiem była dla nas zagadką, a równy rok temu (mniej więcej w ostatni weekend czerwca) dopiero się pojawiła jako małe ziarenko - kosmos jakiś! Ania jest nasza, od zawsze! <3 Tęskniłam za nią, zanim jeszcze się pojawiła...

Jak to dobrze, Panie Boże, że dajesz nam dzieci! Nie ma piękniejszych prezentów, niż oczy i uśmiech dziecka. To jak okna do nieba... Dzięki nim widać drugą stronę, tą gdzie strachu już nie ma, ani żadnych łez.

Na koniec napiszę ku pamięci, choć ja nie zapomnę tego momentu... Byliśmy u mojej babci, czyli prababci naszych dzieci. Przez covida praktycznie się nie widujemy, tyle co pomachamy czasem do balkonu, na którym stoi babcia. Dawniej były wspólne obiadki, zabawa w jej mieszkaniu, gdzie jest mega atrakcja, czyli akwarium z rybkami.... Ale teraz nic z tego. Babcia wyszykowała nam prezenty dla dzieci, jak zwykle. Wzięłam Miśka i Anię, weszliśmy na chwilę do środka, tak na próg tylko. Babcia podeszła opierając się na kulach, wyciągnęła rękę do Ani (którą widziała do tej pory tylko na zdjęciach), a ta mała spryciula cap małą łapką za palec! I trzyma, śmiejąc się na całego :) Babcia aż miała łzy w oczach ze wzruszenia, a mnie ścisnęło w gardle. Coś niesamowitego...

A teraz kończę, bo świetlik chyba właśnie wleciał za komputer i muszę go ratować. Uroki życia prawie-na-wsi. Buziaki, życzę Wam pięknych wakacji!

wtorek, 22 czerwca 2021

Upały, moja miłość :)

Siedzę sobie w domku z najmłodszą dwójką. Jest jakieś 30 stopni. W cieniu. W lodówce mam zachomikowane truskawki oraz śmietankę, a w zamrażalniku pudełko lodów ciasteczkowych. Moment perfekcji ;D

To znaczy GDYBYM miała instagrama, to uwieczniłabym ten moment perfekcji pięknie komponując na obrazku lody, truskawki ze śmietanką i może mrożoną kawę w tle. Na pewno w kadrze nie znalazłby się skarpetkowo-praniowy bałagan, zalegający w sypialni na kilku powierzchniach. Ale... jest za ciepło, żeby się nimi zająć :P Właśnie dlatego ludzie znad Morza Śródziemnego wynaleźli siestę.

W pokoju działa moja nowa zabawka - dyfuzor zapachowy od Gosi ze Starego Pianina. Pierwszy raz wygrałam coś w blogowym konkursie! I od razu taki trafiony prezent! Sasam się jak świstak na Milkę. 

Na pierwszy ogień poszedł zapach kojarzący mi się z wakacjami w Beskidzie Niskim - jałowiec. W życiu by mi do głowy nie przyszło szukać takiego olejku, nawet nie wiedziałam że taki istnieje. A tu proszę :) Czuję się znów jak mała dziewczynka siedząca w oknie drewnianego domu, patrząca na stare jabłonie, poskręcany krzew jałowca oraz las w oddali. Za każdym razem, gdy stamtąd odjeżdżałam, obiecywałam mojemu ulubionemu wiśniowemu drzewku, że wrócę. Przyszedł czas, że nie wróciłam... Ale ciągnie mnie w te okolice strasznie i cieszę się, że tego roku znów pokażę je moim dzieciom.

Kończymy powoli rok szkolny... Drugi już trudny, pandemiczny. Mam nadzieję, że wypoczniemy - my, dzieci, nauczyciele. Należy nam się chwila oddechu.

Ale zanim to nastąpi, to jak zwykle mam wrażenie, że wszystko dzieje się naraz i nie ogarniam. Zakończenia, pożegnania, ostatnie wycieczki... Wczoraj pierwsze zebranie przyszłej klasy Lu. Moja najstarsza córeczka idzie do szkoły, sniff sniff... Ponoć jest bardzo uzdolniona muzycznie i mam jej znaleźć jakieś zajęcia dodatkowe. Ba, gdyby nie covid to przez ostatnie półtora roku chodziłaby na balet... Może od września będzie bardziej normalnie i znów się uda znaleźć coś ciekawego dla dzieci. Rafał całą wiosnę uczestniczył w zajęciach i turniejach szachowych, bardzo go to cieszy. Ale pozostałym też by się przydała jakaś odskocznia, hobby. Poza wrotkami i rolkami, które teraz głównie absorbują nasze dwie gwiazdy. I rowerami chłopaków.

A teraz kończę, bo najmłodsza gwiazdka zawodzi, że jej gorąco i jest głodna ;) Dobrej końcówki czerwca Wam życzę! Też tak się cieszycie najdłuższymi dniami w roku? Jak dla mnie - ten miesiąc mógłby trwać i trwać. Zwłaszcza że u nas w Krakowie już zakwitły lipy... <3