środa, 28 listopada 2012

Listopadowe przyjemności.

Looking out and I'm wondering where I am
While I'm stuck in the daily traffic jam
I decide to get out and leave the world behind me
Everywhere there are people passing by
Empty faces and not a friendly smile
Under stress, loneliness, a part of our city

Now I finally have decided
I will leave it all behind
And discover something better
And l know where I will find
Find a place of harmony, of laughter and of dreams
It you want me, that is where I'll be

I'll be waiting on the Highland
With its wonderful serenity
Where the stars glow and the brooks flow
That's my way of life
When the mountains on the Highland
And the nature is surrounding me
When the wind blows
That's all I need, all I need...
 

Sasulec z marchewką od Bobovity :)
   Długi, listopadowy wieczór... Chłopcy śpią, Krzysiek wróci dziś późno do domu. Siedzę w zakurzonej jeszcze kuchni i zamiast sprzątać - czytam Ruchome obrazki Pratchetta i słucham Blackmore's Night. Po paru dniach w Wadowicach czuję się nadzwyczaj dobrze i spokojnie. Mam nadzieję, że ten stan potrwa długo... Zwłaszcza że Gabryś ostatnio jest bardzo drażliwy i "na nie", a Rafałek przemieszcza się już na całego po pokoju. Po prostu potrzebuję cierpliwości i siły na to wszystko. W związku z tym staram się dbać o siebie i cieszyć chwilą. Bóg pokazał mi wiele rzeczy podczas ostatniego weekendu, ale jedną z ważniejszych jest fakt, że patrzy na mnie z miłością. Żywą, świeżą, gotową rzucić wszystko, by tylko zachwycić moje serce. I muszę nauczyć się tak siebie traktować - z jego łagodnością, a nie surowością rodem z domu rodzinnego mojego/Krzyśka. Tak niewiele trzeba, żebym wpadła w panikę... A dzieci tak bardzo potrzebują mojego spokoju. Dlatego szukam modlitwy... i drobnych, listopadowo-grudniowych przyjemności. Żeby być sobą.

wtorek, 27 listopada 2012

Urodziny :)

Wczoraj, 26 listopada, stuknęło mi 27 lat :) Dzięki Ci, Panie, za ten czas!

Żeby dnia nie spędzać w poremontowym bajzlu, pojechałam do rodziców. I tam spędziliśmy cały dzionek, i było fajnie.

Dostałam od Wilkołaka płytę Blackmore's Night "A Knight In York" <3 i słucham z dzieciakami cały czas.

Od brata książkę "Książę Mgły" Carlosa Ruiza Zafóna.

A od Celta prezent na jego blogu.

No i jeszcze masę życzeń. Dziękuję!

Ech, dobrze jest mieć urodziny :D

Jako że 21 listopada obchodził urodziny wspomniany wcześniej Celt Petrus, a ja wcześniej nie miałam okazji złożyć życzeń... Wszystkiego najlepszego, Celcie!!! Życzę Ci wielu pięknych, radosnych dni, spędzonych z ludźmi, których kochasz. I żeby Pan Bóg Ci zawsze błogosławił i Cię prowadził :) Dla Ciebie również muzyczny prezent:

 

Mam nadzieję, że się spodoba ;)

środa, 21 listopada 2012

Kawałek Nieba...

Przed jutrzejszym wyjazdem do Wadowic podzielę się kawałkiem Nieba:
Dziś przez przypadek odkryłam muzykę Yirumy i mnie rozwaliła. Choć to chyba nie był przypadek, bo świetnie oddaje to wszystko, co ostatnio czuję. Szczęście,  że mam rodzinę, świadomość przemijania i tęsknotę za Niebem, no i żal z powodu oddalenia pewnych niegdyś bliskich osób. Rozdarcie, radość i ból. I tak już chyba będzie aż do końca - taki urok tej ścieżki zwanej małżeństwem, która otwarła się dla mnie te 3 lata temu z hakiem.
I jeszcze:
Posłuchajcie naprawdę, rewelacja...
Taki powiew wiosny w środku zimy.
Z innej beczki: Rafałek zaczął raczkować... do tyłu. Nowy etap w jego życiu rozpoczęty :)

wtorek, 20 listopada 2012

Wesoło na walizkach.


Zakochałam się w tym kawałku <3

To oczywiście od Renfri :) Na szczęście u mamy Alnilam jest komputer ze skajpem więc mogę gadać z Ren i Al. Bosh jak mi ich brakuje... Odliczam do świąt, kiedy przyjadą do nas Kasia z Alberto na tydzień. Będziemy mieć razem Wigilię :D I chcemy zaprosić też mamę Renfri łiii. A po Nowym Roku jakoś ma przyjechać na jakiś czas Ren (oby!!!!) z indiańskimi ciuchami i muzą dla mnie (!!!!!!). Po ponad roku... Jejku chyba jej nie poznam :D Can't wait...

Dzieciaki chwilową przeprowadzkę znoszą bardzo dobrze, także jestem zadowolona. Pewnie, brakuje mi normalnego rytmu dnia, ale przynajmniej mogę odpocząć z dala od naszego mieszkania, które wiecznie nadaje się do sprzątania ;) No i mamy super plac zabaw pod oknem. Trzeba tylko pokonać dwa piętra schodów, żeby się na nim znaleźć. Zaczęłam na serio współczuć rodzinom mieszkającym w blokach. Ja mam  w domu trzy małe schodki i jestem na podwórku. A tu taszczę dzieciaki i wózek tam i z powrotem niczym Pudzian... :P

Przyjechaliśmy tu wczoraj, rzuciłam bagaże. Nagle podchodzi do mnie prawie płaczący Gabryś z figurką Chrystusa Frasobliwego i mówi rozdzierającym głosem:
- Pan Jezus się uderzył w główkę!!! Ziaziu ma!!! Widzisz, mamuś?
Hehe. Uspokoiłam go, że się zagoi ;) Swoją drogą - skąd to dziecko wie, że to Pan Jezus? Pewnych rzeczy nie umiem wytłumaczyć.

niedziela, 18 listopada 2012

Wyjście.

Od jutra zaczyna się dla nas tułaczy tydzień. W domu będzie remont, za sprawą teściów (wymiana centralnego). A my przenosimy się do mamy Alnilam. Potem w czwartek jest wyjazd do Wadowic ze wspólnotą. Już jesteśmy prawie spakowani, bo jak by nie patrzeć - wrócimy tu za tydzień...

Nie powiem, trudno mi było mieć pokój na tą sytuację i sobie poszemrałam... Zaczynam się zastanawiać ostatnio, czy nie jestem uzależniona od sądów - co i rusz osądzam wszystkich naokoło. Ale cóż, widocznie mi Bóg w ten sposób pokazuje, jaka jestem słaba i że bez niego tylko potrafię ranić. Naprawdę mam z czego się nawracać i jestem jak skrzyżowanie Zacheusza z Marią Magdaleną. Plus św. Paweł ze swoim ponoć wrednym charakterem. Oczywiście jak na to patrzę, to mam ochotę się załamać - ale chyba nie o to chodzi. Święci przeważnie też mieli pokręcone życie i nie byli niewiniątkami. Szkoda, że tak mało się o tym mówi, przedstawiając ich jako różowe baranki. Może się to podoba osobom pobożniutkim od urodzenia, ale na takich wariatów jak ja działa demotywująco.

Whatever, od jutra tułaczka zimową porą. Pewnie będzie trudno i ciężko (np. dotrzeć z dzieciakami jutro na drugi koniec miasta bez pomocy), no ale może to potrzebne przed Wadowicami. Możemy się poczuć jak święta rodzina zasuwająca na osiołku. Przynajmniej w ciąży nie jestem xD (jeszcze. chyba.)

piątek, 16 listopada 2012

Łebski blog, odsłona druga.

 I jeszcze pytanka od Alnilam :*
 
1. Osoba, której spojrzenie rozprasza chmury na Twoim niebie. KRZYSIEK :)
2. Największe spełnione marzenie lub marzenie "do spełnienia" w niedalekiej przyszłości. TO, ŻE MAM MĘŻA I DZIECI - zawsze o tym marzyłam.
3. Kultura jakiego kraju, poza Polską, odpowiadałaby Ci najbardziej? Dlaczego? WŁOCHY!!! (JEDZENIE, MUZYKA, KLIMAT, STYL BYCIA, WATYKAN O RZUT KAMYKIEM. TYLKO ŚNIADANIA JADŁABYM POLSKIE ;))
4. Piosenka, którą chciałabyś, aby zanucono wracając do domu po Twoim pogrzebie. ;)

5. Jedna rzecz, którą najbardziej w sobie cenisz? CIĘTY JĘZYK :P
6. Czy lubisz tańczyć? TAK :)
7. Ulubiony smak dzieciństwa. POMIDOROWA Z RYŻEM MOJEJ MAMY I BITKI MOJEJ BABCI.
8. Zapach, który przypomina Ci o bezpieczeństwie i szczęściu. HM. LAWENDA, CHYBA.
9. Kiedy ostatnio powiedziałeś osobom, które kochasz, że tak jest? WILKOŁAKOWI I DZIECIOM MÓWIĘ CODZIENNIE.
10. Śniadanie: słodki rogalik z czekoladą i cappucino, czy jajecznica z bekonem i szklanką herbaty? ZDECYDOWANIE TO DRUGIE ;)
11. Morze, czy góry? ZAWSZE BYŁY GÓRY... ALE TERAZ MORZE KOJARZY MI SIĘ Z NASZĄ PODRÓŻĄ POŚLUBNĄ... WSZYSTKO JEDNO, BYLE Z KRZYŚKIEM.

czwartek, 15 listopada 2012

Liebster blog. Czyli po góralsku łebski blog ;)

Zaproszenie do zabawy dostałam od Olguśki.
O co chodzi?
Wyróżnienie Liebster Blog otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechniania. [ależ ja mam rzesze fanów, nie trzeba było!!!] Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę, która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia 11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu) i zadaje 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie. 

Pytania:
  1. co najczęściej jesz na śniadanie: KANAPKI Z TYM, CO AKURAT MAM W LODÓWCE.
  2. co zabrałabyś na bezludna wyspę (3 rzeczy): WILKOŁAK. GABRYŚ. RAFAŁEK. (mogę ich uprzedmiotowić, ale nie chcę bez nich żyć ;))
  3. ulubiona bajka Twojego dziecka (lub twoja): moja - POCAHONTAS, Gabrysia - ostatnio ZAKOCHANY KUNDEL.
  4. czy umiesz pływać: NOŁP...
  5. ulubiona sentencja: NIECH JA W DOMU NIE NOCUJĘ xD
  6. ulubiony serial: DR HOUSE.
  7. co w życiu jest dla ciebie najważniejsze: BÓG.
  8. czy masz rodzeństwo: MŁODSZEGO BRATA.
  9. ulubione danie: SPAGHETTI, PIZZA, ZUPA POMIDOROWA (WIELKA TRÓJCA).
  10. skąd się wziął Twój nick i co on oznacza: RIVULET to po angielsku STRUMYK. Wziął się z fascynacji Tolkienem i szukaniem imienia brzmiącego elfowo. I dobrze oddaje mój charakter ;)
  11. czy ze swoich wirtualnych znajomych spotkałaś się z kimś w realu: NIEEEE. ALE MAM KILKU PRZYJACIÓŁ Z "REALU", Z KTÓRYMI OBECNIE MOGĘ SIĘ SPOTKAĆ TYLKO WIRTUALNIE... (ALNILAM & RENFRI)
Moje nominacje:
5. Ajoba
8. Afro
10. Cicha
11. Agathe

A teraz czas na dociekliwe pytania :P

1. Kim jest dla Ciebie Bóg? (szczerze)
2. Jaka piosenka poprawia Ci humor?
3. Kiedy czujesz się bliżej Nieba?
4. Co chciał(a)byś zjeść na obiad?
5. Ulubiony święty i dlaczego?
6. Czy jest ktoś, z kim mógłbyś/mogłabyś rozmawiać godzinami? (Alnilam nie musisz pisać xD)
7. Co oznacza Twój nick i dlaczego jest taki, a nie inny? (w przypadku imion proszę o wskazanie patrona i podanie znaczenia ;))
8. Najlepiej odpoczywasz, gdy...
9. Masz jakiś ulubiony wiersz???
10. Fragment Pisma Świętego, który najbardziej do Ciebie przemawia, to...
11. Książka Twojego dzieciństwa to...

Mam nadzieję, że niczego nie pokręciłam.
Pozdrawiam wytypowanych i życzę dobrej zabawy ;)

wtorek, 13 listopada 2012

Obrazki na poprawę humoru :)

 Spełniam wszystkie warunki xD

 
 Czyli jak wygląda sielski dzień kobiety w domu...

Obrazki dostałam od Alnilam :* Oba wywołały salwę histerycznego śmiechu. Dziwnym trafem.

poniedziałek, 12 listopada 2012

Moje strachy i Boliwia.

Jakoś mi dziś ciężko i smętnie, zmęczona jestem po intensywnym weekendzie... W dodatku cały dzień lało. A na koniec Gabryś jakoś nieszczęśliwie uderzył się w ławę i rozciął sobie skórę na skroni tuż przy oku, ma guza i rankę... Niewielkie to ale bolało go bardzo i się zeschizowałam, czy nie jechać do szpitala, a nie miałam jak... Położyłam ryczących i zmęczonych chłopców spać i zadzwoniłam do Krzyśka, żeby mnie uspokoił, a on na to grobowym głosem "Koło oka? To może być bardzo niebezpieczne..."

I will die...

Na szczęście byłam umówiona na Skajpie z Renfri, moją przyjaciółką, która siedzi teraz na wolontariacie w Boliwii. W zeszłym tygodniu się nie zgadałyśmy, bo okazało się, że u nich nie ma zmiany czasu :) Ale tym razem się udało i przez chwilę mogłam się przenieść w świat ludzi mówiących w quechua, kolorowych spódnic i chust (Ren obiecała mi kupić ^^), plujących lam i totalnej biedy. Dobrze czasem się oderwać od swoich problemów i zobaczyć inne. Może miałam dziś totalną załamkę, że nie ogarniam domu, ale przynajmniej moje dzieci mają gdzie mieszkać, mają swoje łóżeczka, zabawki. I zazwyczaj pełną lodówkę. Chociaż wcale nie cieszy mnie, że niektóre dzieci nie mają...

Tak w boliwijskich klimatach: >>KLIK<< moda boliwijek, która mnie zachwyciła :) (choć do kapeluszy nie mogę się przyzwyczaić)

I trochę muzyki:

czwartek, 8 listopada 2012

Ciepło w domu.

   Listopad. Czas oczekiwania na same przyjemne rzeczy. Moje urodziny, Mikołaja, święta... Zawsze lubiłam ten czas od Wszystkich Świętych do Nowego Roku. Kiedy można się zakopać bezkarnie pod kołdrą, bo jest zimno. I sobie dogadzać, żeby wypełnić brak światła innym ciepłem - drobnymi radościami. Smaki, zapachy. Goździki, mleko z miodem i cynamonem, mandarynki. To jest ten czas. Lubię zimę. W przeciwieństwie do jesieni (która dla mnie przypada na wrzesień i październik ^^), nie działa na mnie depresyjnie. Tak do Sylwestra :) Potem niestety żmudne oczekiwanie na wiosnę. Ale coś za coś.

   W związku z powyższym odkrywamy z chłopakami różne czynności, które nam rekompensują brak dłuższych spacerów (choć dziś 2 godziny jeździliśmy, korzystając z pogody). Wspólna zabawa na dywanie na przykład. W lecie nie było na to czasu, bo całymi dniami siedzieliśmy na podwórku. Teraz zabawki poszły w ruch. Sasulec poznaje klocki, większe samochodziki i piłki (ileż można grzechotać), Gabryś wykazuje się niesamowitą fantazją w tworzeniu różnych rzeczy (dziś na przykład ułożył... rakietę z samochodzików). A ja staram się im nie przeszkadzać, a jednocześnie dbać o to, by się nie pozabijali.

   Poza tym mamy nową frajdę - wieczorna kąpiel. Dawniej kąpałam chłopaków osobno, teraz wsadzam ich do wanny razem. Bo Rafałek już siedzi, więc może się bawić z Gabrysiem. Jest to dla mnie niesamowity widok, dwa najukochańsze małe golaski pluskające się obok siebie. Zawsze zazdrościłam znajomej, która tak kąpała swoich trzech synków, teraz sama mam radochę. Gabryś na szczęście nie zatapia brata :) A Sasulek dziś odkrył rurę od prysznica i się jej uwiesił, próbując wyrwać kran ze ściany. To był widok :D

  Rafałek niedługo skończy 8 miesięcy. Zębów dalej nie ma, za to przymierza się poważnie do raczkowania. Od kilku dni siedzenie przestało mu wystarczać, próbuje stać, czołgać się, podnosić przy szczebelkach. Zmienia się w oczach...

  Gabryś w przyszłym miesiącu będzie miał już 2,5 roku. Urósł ostatnio bardzo i przybrał na wadze. I codziennie zadziwia mnie jakimś mądrym tekstem. Naprawdę dzieci mają niesamowitą intuicję. Pewnie, nieraz mnie wkurza (kiedy jest uparty, krzyczy, robi coś na przekór), ale no... kocham go bardzo... Z każdym dniem coraz bardziej...

   I tak to jest u nas, grzejących się w domu niczym w wigwamie czy hobbickiej norce. Tylko ognia w kominku brakuje :) Zamiast tego - niosąca ciepło muzyka:


poniedziałek, 5 listopada 2012

Na swoich śmieciach. Jak zawsze dosłownie :)

>>KLIK<< i ryczę jak bóbr...

Czytam o tym i niemal czuję zgorszenie kilku bliskich mi osób (gdyby wiedziały, co robię). Zawsze uciekały od cierpienia, zwłaszcza cierpienia dzieci. Niewygodny temat, zamieść pod dywan, usunąć. Dlatego czytam tym bardziej. Potrzebuję tego. Jestem bliżej Nieba. Te chore dzieci mi pomagają popatrzeć z właściwej perspektywy. Chociaż łzy lecą same.

Często myślę o tych dzieciach, którym nie dano szansy. Tak bardzo chciałabym je przytulić...

***

Wróciliśmy dziś do domu. Lało cały dzień. W drodze jakiś wariat pakował nam się na maskę, pod prąd. Kilku centymetrów brakło do wypadku. Uff.

W domu powitała nas rozmrożona lodówka - jakoś musiało się gniazdko poluzować, jeszcze nie wymienione i wisiało na słowo honoru. No to ogarnianie chaosu musiałam zacząć od wymycia lodówki i zamrażalnika. Jak to dobrze, w przeciwnym razie na pewno by mi się nudziło xD

Dzieciaki śpią, jest ciemny, długi wieczór. Samotny, bo Wilkołak wróci późno. Kuchnia jeszcze nie posprzątana, ale... nie mam siły. Zostawię to na jutro.

***

Bogaty dialog między mną a teściową, tak mniej więcej wczoraj wyglądał:
T: Wykąp dziś dzieci, jutro nie dasz rady.
Ja: ???
T: Bo Krzyś wróci późno z pracy i sama byś musiała kąpać.
Ja: Ale ja CODZIENNIE kąpię dzieci sama. Krzyśka nigdy nie ma w domu o tej porze.

No tak. Bo ja to tylko w domu leżę i pachnę, a chłopcy obok podlewają pelargonie i woskują podłogę...

To, że jak gdzieś wyjeżdżam, to odpoczywam, nie znaczy chyba, że na co dzień  nic nie robię? Ale chyba nie chce mi się tego tłumaczyć.

sobota, 3 listopada 2012

Poza domem. O chłopakach i innych sprawach.

Lustereczko, powiedz przecie... :)
Gabryś, wersja zimowa.
   Jesteśmy u teściów. W związku z tym dzieci dobrze się bawią z dziadkami i tatą, a ja mogę trochę odpocząć. A naprawdę tego potrzebuję. Gabryś ostatnio jest wyjątkowo spokojny, za to Rafałek niestety ma gorszą fazę. Czy to zęby idą w końcu, czy przymierza się do raczkowania - zrobił się płaczliwy i często wręcz wyje. Biedaczek najwyraźniej nie ogarnia rzeczywistości i żal mi go, ale zarwane nocki to inna sprawa. Budzi się bardzo często i długo nie może zasnąć... Wczoraj dał taki popis, że potem na zmianę z Wilkołakiem odsypialiśmy do południa. Bo nie wiedzieliśmy, jak się nazywamy :P Dobrze, że akurat Krzysiek miał wolne i nie musiał iść do pracy... Na szczęście wiem już z doświadczenia, że takie fazy w końcu mijają, także daleko mi do desperacji :D Trzeba cierpliwie poczekać na nowy etap w życiu maluszka.
Poczytaj mi, mamo.
   Szczerze mówiąc bardzo się bałam przyjazdu tutaj. Tego, że znowu usłyszę coś, po czym będę do siebie dochodzić przez pół roku. Cóż, mogę powiedzieć, że lubię moich rodziców i teściów. Najbardziej lubię wtedy, kiedy są daleko :P Nie żeby byli złymi ludźmi. Raczej nadopiekuńczymi. A my z Wilkołakiem wreszcie musimy odetchnąć i mieć swoje życie. W końcu trzeba przestać być córką/synem i stać się matką/ojcem. Bez tego nie ma dorastania. I to dotyczy zarówno osoby w małżeństwach, jak i samotne. Cóż, pokolenie naszych rodziców akceptuje to z trudem lub wcale, więc nie jest łatwo. Ale warto walczyć o swoje życie i o szansę posiadania normalnej rodziny. Bez wchodzących z butami i swymi radami dziadków.
   Jak na razie jest dobrze, a w poniedziałek rano wracamy do domu, także jestem dobrej myśli. Poza tym dzieci muszą mieć kontakt z dziadkami. Wrzucam świeżutkie, dziś zrobione zdjęcia. Poszalałam trochę z aparatem, żeby mieli pamiątkę. Swoją drogą uwielbiam robić fotki moim chłopakom. Są tacy... piękni, jakby naprawdę Bóg dał mi ich prosto z Nieba. Naprawdę, nic tak nie przypomina o Niebie, jak oczy dziecka. Nie wierzyłam w to, dopóki po raz pierwszy nie popatrzyłam w oczy swojego. No i nie wiem doprawdy, jak to się stało, że jeden chłopak przypomina elfa, a drugi Indianina :) Śmiejemy się, że następne dzieci pójdą za upodobaniami Krzyśka i jedno będzie skośnookie, a drugie żywcem wyjęte ze Star Treka xD
   Tyle na dziś, pozdrawiam wszystkich w ten jeszcze jesienny jednak dzionek :) Namarie!

czwartek, 1 listopada 2012

O dniu dzisiejszym i syropie klonowym :D

"Dzień dzisiejszy nie jest świętem zmarłych, ale świętem żywych, którzy tu, na ziemi szczerze pragnęli nieba. I oni to stanowią ten tłum ludzi kochających i kochanych, żyjących na wieki w radosnym oglądaniu Boga. Tłum jest bardzo wielki, a okaże się jeszcze większy, niż moglibyśmy się spodziewać. I nas Chrystus z miłości powołał do życia po to, byśmy znaleźli się w tym tłumie, jako jednostka wolna, odpowiedzialna, pełna miłości. Podtrzymując w sobie pragnienie, by TAM się znaleźć, podążajmy konsekwentnie drogą Bożych przykazań i więcej jeszcze – przejmijmy się duchem Jezusowych błogosławieństw, które nam Kościół dzisiaj przypomina... A za pragnieniem niech idą uczynki przygotowane nam od wieków przez Boga, byśmy je pełnili. Bo wiara realizuje się przez uczynki miłości." rozważania o. Leona Knabita na dzisiejszy dzień, z portalu http://gosc.pl.

To tak, coby równowagę utrzymać. Bo jakoś się myli święto Wszystkich Świętych z odwiedzaniem cmentarzy. A to dzień tych, to tam już balują w Niebie, szczęśliwi, z Bogiem.

Ja chciałam iść na cmentarz i pomodlić się o Niebo dla bliskich. Ale niestety za zimno dziś na włóczęgę z małymi dziećmi, a Sasulca nie mogę zostawić na tak długo (objechanie 3 cmentarzy zajęłoby pół dnia). Za rok, jak Bóg da, pojadę :)

Zamiast tego pomodliliśmy się laudesami w domu.

Z innej beczki: ostatnio spełniło się jedno z marzeń mojego dzieciństwa. Mianowicie  zrobiłam na obiad naleśniki z... syropem klonowym!!! Zawsze mi ślinka ciekła, jak widziałam Kaczora Donalda i wiewiórki wcinające naleśniki z syropem. A tu znajomy Wilkołaka przywiózł z Kanady.

Jaki jest syrop? Eksplozja smaku na języku. Napój elfów. Lepszy, niż sobie wymarzyłam :)

Dziś się skończył i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze dane mi będzie go jeść.

Może to  właśnie wcinają teraz święci w Niebie? Pasowałoby. Niebo w gębie :D
___________________________________________________________________________________
Na koniec - zasłyszane nocą w toalecie. Gabryś do Wilkołaka:
- Mamusia nie ma sisiorka, wiesz?
- Yhm.
- Trzeba jej kupić, wieeeesz???

Zaiste. Jak to skomentował potem Wilkołak: chcesz plastikowego czy silikonowego? xD