piątek, 2 grudnia 2016

Ostatni miesiąc w tym roku i radości z nim związane :)

No i przyszedł wreszcie grudzień. Wprawdzie na razie nie jest biały, puchaty i błyszczący - za oknem od dwóch dni zacina lodowaty deszcz i wiatr kołysze drzewami. Ale zawsze to grudzień. Z adwentowymi przygotowaniami, dniem św. Mikołaja (już na niego czekamy ;)), Bożym Narodzeniem, a potem tym ostatnim dniem w roku kalendarzowym, kiedy lubię wspominać minione miesiące i dziękować za nie Panu Bogu. Dużo dobrego się wydarzyło. A najpiękniejsze co było, to oczywiście przyjście naszej Saruni na świat.

Ale do Sylwestra jeszcze trochę czasu. Póki co - adwent. Strasznie lubię ten czas. To czekanie na przyjście. Trochę jak pod koniec ciąży. Czasem jest ciężko, ale do cudu coraz bliżej. W adwencie są moje ukochane czytania. Jest jakaś taka cicha radość, mimo że przecież dni najciemniejsze i najkrótsze - ale to On jest prawdziwym słońcem. I świadomość, że tak naprawdę adwent to jest co, co się dzieje cały czas, cały rok. Czekanie na przyjście Jezusa. Może dlatego tak mi się to podoba, że teraz bardziej się mówi o tym, co cały czas jest ważne. Adwent tak naprawdę jest zawsze aktualny. Podobnie jak radość ze zmartwychwstania. Dobrze że są święta Bożego Narodzenia i Pascha, Wielkanoc, żeby o tym przypomnieć.

Czekam właśnie aż zrobi mi się spaghetti na śniadanie. Takie z pomidorami i posypane serem. Tzn samo się nie zrobi, takich czarów w mojej kuchni nie ma (a szkoda), ale właśnie gotuje się w garnku. Do tego kawa, niestety bez mleka, bo się skończyło (czemu wszyscy oprócz mnie w tym domu litrami piją kakao?!). Dziś śniadanie na ciepło, bo potem ubieram dziewczynki i wybywamy w ten deszcz i zimno. Wrócimy dopiero wieczorem, już z chłopcami. Trzeba się rozgrzać.

Poza tym co... Starsza jestem o rok od ostatniego posta. Wysyp zmarszczek, strzykanie w kościach, ból kręgosłupa, te sprawy ;) I wzrok już nie ten :D

Jestem też bardziej wypoczęta. Chcecie przepis na dobre samopoczucie dorównujące niemalże takiemu na wakacjach? Weźcie na tydzień nie swoje dziecko (albo kozę, co kto woli), a potem oddajcie. Ile byście dzieci własnych nie mieli, poczujecie różnicę. I przestaniecie (na jakiś czas) narzekać, ile to z Waszymi dziećmi pracy. Nie żeby moje przyszywane dziecię jakoś wyjątkowo absorbujące było, ale zawsze to dodatkowy człowiek do zaopiekowania, w dodatku przy nie swoim jakoś stresik większy.

Tak więc teraz odpoczywam i cieszę się życiem :)

A tu moje panienki. Ciemna i jasna, choć ta druga niestety już z ciemniejszymi oczkami (żegnaj piękny błękicie, ech... teraz są brązowawe lekko).

17 komentarzy:

  1. Zawsze chciałam, by choć jedno z moich dzieci miało brązowe oczy. A tu zieleń, szarość, błękit i zawsze takie bardziej "oscylujące ku" a nie w wersji czystej.

    Jesteś młoda i śliczna (widać po dzieciach). A dziewczynki mają spojrzenie szczęśliwych dzieci :).

    Adwent kojarzy mi się z czasem oczekiwania w biegu. Niestety. Dlatego lubię zaglądać do Ciebie po łyk spokoju :)



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh ja sama mam brązowe i też chciałam mieć dziecię o takim kolorze oczu, ale jako że Rafał i Ela już są ciemni i brązowi, to mam zachcianki - a niech będą zielone albo niebieskie, jak u pierworodnego! No ale tego już się wybrać nie da :D
      Dzięki :* Mi się właśnie adwent kojarzy ze spokojem, bo staram się jednak nie biegać, nie sprzątać za dużo i generalnie nie nakręcać, że musi być tip-top - bo taka gonitwa zawsze mi niszczy święta... A wolę mieć święta spokojne i radosne, nawet jeśli nie idealne :) (na byciu perfekcyjną panią domu znam się jak kura na pieprzu...)

      Usuń
  2. TezLubie adwent. I kiedy jest mi trudno z moja dwójką myślę sobie o Tobie ze masz 4 dzieci i radzisz sobie doskonale. Ba masz nawet czas na drobne przyjemności; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez przyjemności i czasu dla siebie bym zwariowała ;)
      Chyba każdej mamie jest jakoś tam trudno, bez względu na to, ile ma dzieci... Może nawet przy większej ilości człowiek tak się nie martwi, bo wie, że gdyby zaczął, to by oszalał ;D

      Usuń
  3. piękne dziewczynki! :)
    a tak apropos właściwej perspektywy to nie narzekaj na trzydziestkę bo czterdziestka za pasem i dopiero będziesz mogla zacząć narzekać ;)))
    ja do Świąt pzygotowuję się w tym roku wg tych rekolekcji: http://www.deon.pl/religia/rekolekcje-adwentowe/adwent-2016/jak-rozpoznac-ducha-8-krokow/art,2,trwa-walka-o-twoja-dusze.html
    dobrego Adwentu! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny super! Nie pokażę Zochacz bo znowu się będzie siostry domagać :P.

    A co do Twojego pytania - Zochacz się odpieluchowała sama jak miała jakieś półtora roku. Niemal od razu w dzień i w nocy. Z chłopakami szło i idzie mozolnie. Ale skoro raz się udało to i drugi raz się uda :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Zochacz, bo też oprócz brata zawsze chciałam mieć siostrę ;)

      Usuń
  5. Podejrzewam, że te zmarszczki to od nieschodzącego z Twojej twarzy uśmiechu :) Ja uważam, że ten czas 30 - 40 lat to najfajniejszy w życiu. Za 3-4 wypowiem się, jak jest dalej :)
    Dziewczynki są urocze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potem też jest fajnie :P Zobaczycie :)

      Usuń
    2. Fakt, od śmiechu - najwięcej koło oczu i ust. Trza było spoważnieć za młodu ;D

      Usuń
  6. Bo całe nasze życie to adwent - oczekiwanie na powtórne przyjście Pana

    OdpowiedzUsuń
  7. Moze i masz 30 lat, ale masz tez męża, dom i czwórkę dzieci. Czy można było lepiej wypełnić ten czas? Wątpię. Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  8. Też tak czuję i jestem za ten czas bardzo wdzięczna :)
    No i mam nadzieję, że jeszcze dużo dobrego czasu przede mną, oby!
    :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Też kocham adwentowe czytania. No i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :) obfitego błogosławieństwa Bożego i świętości :)

    OdpowiedzUsuń