poniedziałek, 31 marca 2025

Już za dwa dni...

Tak, za dwa dni premiera "Domu pod kasztanem". Kolejnej książki, z której jestem dumna i cieszę się, że powstała. W świecie pełnym hałasu jest dla mnie jak powiew normalności.

Jeśli ktoś lubi powieści pełne akcji, bohaterów borykających się z problemami ponad siły, którym los co chwilę rzuca kłody pod nogi, to... nie sięgajcie po tą książkę ;) Jest tylu innych autorów, którzy piszą tego typu książki!

 To nie znaczy, że nie umiałabym takiej napisać.

Kto wie, może gdy zostanę babcią i moje życie nie będzie obfitować w taką mnogość dziwacznych przygód, to taką popełnię. Kryminał na przykład.

Ale póki co jestem mamą sześciorga ludzi, którzy dostarczają mi rozrywek w nadmiarze. I kiedy w końcu siadam nad książką – jako autor lub czytelnik - to oczekuję tylko jednego.

Chociaż chwili spokoju ;)

Dlatego – w tym momencie – moje powieści będą: dawać nadzieję, uspokajać, przywracać wiarę w to, że jeszcze może zdarzyć się coś dobrego, uczyć otwierania się na drugiego człowieka i szacunku wobec niego.

Na pewno nie spłyną krwią, nie wypełnią się romansami, a moi bohaterowie nie będą konać w objęciach swoich kochanków :P

No dobrze, rozpisałam się o książce.

A tak naprawdę to chciałam napisać o czymś zupełnie innym.

Już za dwa dni ważna rocznica!

Minie dwadzieścia lat od dnia, w którym zmieniło się wszystko.

Dla mnie – na lepsze. Jan Paweł II nigdy nie będzie dla mnie pomnikiem walki z komunizmem, postacią historyczną, upudrowaną świętą figurą czy kimś kontrowersyjnym. Pochodzę z pokolenia, które miało okazję poznać go nie tylko jako obiekt z memów czy mniej lub bardziej gustownych rzeźb.

Jest (nie był!) dla mnie kimś bliskim. Dzielnym człowiekiem, który do końca był wierny temu, w co wierzył. Kolegą po piórze. I kimś, kto chodził po tych samych szlakach. Kimś, kto też lubił pływać kajakiem. Kimś, kogo mam nadzieję spotkać po drugiej stronie i pogadać razem. U studni.

PS Tak, jakoś w tym czasie minie też 20 lat od momentu, w którym zaczęła się przygoda z blogowaniem!

Bądźmy szczerzy: gdyby nie blogowanie i lata ćwiczenia warsztatu, nie byłoby powieści!

Gdyby nie inne wydarzenia sprzed dwudziestu lat – tym bardziej by nie było, bo ja nawet nie byłabym w stanie niczego budującego napisać.

Wszystko jest po coś. A pisanie nie jest celem samym w sobie :) Jest drogą do...

środa, 19 marca 2025

Józef.

Dziś imieniny mojego najlepszego speca od marketingu ;)

I nie tylko. Ale jakoś tak wychodzi, że jak tylko mam problem związany z pracą, to zwracam się do niego. Kiedy proszę o wsparcie dla Krzyśka i czuwanie nad dziećmi – też.

Pojawia się w "Zapachu soli i wiatru", "Imieniu dla Róży", "Schronisku pod Srebrnym Aniołem". Zawsze w tle, ledwie wspomniany, tak, że trzeba go odnaleźć.

W zupełnie dziwny sposób jego obecność jest zaznaczona w książce, którą obecnie piszę.

Czy wspominałam o nim w trylogii, którą zaczyna "Dom pod kasztanem"? No właśnie, nie pamiętam. Ale na pewno o nim myślałam i prosiłam o wsparcie w trakcie pisania.

Święty Józef.

Najlepszy (poza jego przybranym synem, ofkors) facet na świecie. Cichy i stanowczy jednocześnie. Nie przytłaczający gadaniną. Działający, broniący swojej rodziny.

Kiedy Krzysiek pracuje nad czymś i robi w drewnie, a wiórki leżą na podłodze, czuję się jak w domu. A raczej jeszcze bardziej jak w domu, bo przecież jestem wtedy w domu. Jakby przypominało mi się – dzięki zapachowi drewna – coś bardzo ważnego.

Myślałam dziś o tym, jak to było, kiedy Józef odchodził. Czy Miriam prosiła syna, by coś zrobił? Czy usłyszała, że jeszcze nie czas? Czy Józef wiedział (jako sprawiedliwy i znający pisma), co ma się wydarzyć? Że jego ręce już nie będą mogły obronić synka? Nie jak wtedy, gdy w nocy uciekli do Egiptu?

Czy Chrystus tuż po tym, jak wyciągnął z ciemności grobu Adama i Ewę (widzimy to na ikonie) rozejrzał się i zobaczywszy Józefa obok grona małych dzieci (tych, które stracił Herod) powiedział: "Teraz wy, chodźcie do mnie"? A zaraz potem przytulił także Jana?

Często rozmyślam(y?) o tym, jak to było z Miriam. Czy syn pokazał jej się po zmartwychwstaniu pierwszej? Co czuła, gdy odchodził jej mąż i gdy patrzyła, jak zabijają synka?

Ale dziś tak pomyślałam, że jest jeszcze ktoś, kogo przeżycia są tajemnicą i dobrym punktem zaczepienia do modlitwy.

W ostatnim czasie położyłam pod figurką karteczkę z rysunkiem. Nie robię tego często, żeby nie nadużywać, ale... Zobaczymy, co się stanie.

wtorek, 11 marca 2025

Idzie nowe!

 A konkretnie nowa powieść w nowym wydawnictwie! :)

Wreszcie mogę się pochwalić!

"Dom pod kasztanem"🏡
✨Premiera: 02.04 ✨

Na dobry początek opis wydawcy:

"W cieniu starego kasztana, w sercu podkarpackiego miasteczka, toczy się wzruszająca opowieść o rodzinie, przyjaźni i tajemnicach przeszłości.

Zuzia, studentka polonistyki, musi porzucić swoje wakacyjne plany, gdy dowiaduje się o chorobie babci. Wraz z rodzicami wraca do ich rodzinnego domu w podkarpackim miasteczku, by zająć się dziadkami.

Po śmierci babci Zuzia postanawia zostać w starym domu pod kasztanem by zaopiekować się dziadkiem i lepiej poznać historię swojej rodziny. Dołącza do niej przyjaciółka Walerka, wspólnie włączają się w życie lokalnej społeczności, przeżywają pierwsze miłości i podejmują ważne życiowe decyzje.

Opowieść, która pokazuje jak trudne wydarzenia mogą dać początek czemuś nowemu, niezwykłemu i pięknemu."

To pierwsza część trylogii dziejącej się na podkarpackiej wsi (i trochę w pobliskim miasteczku). Trylogii pełnej galicyjskich ciekawostek, poezji, ale też domowego ciepła, śmiechu i wzruszeń.

Powiem Wam, że jestem z niej dumna i mam nadzieję, że chętnie sięgniecie po wszystkie części :*

 A książkę można już zamawiać w przedsprzedaży TUTAJ.

poniedziałek, 3 marca 2025

Więcej światła...

...każdego dnia. I coraz późniejsze zachody. I marzec już, i bazie, przebiśniegi i krokusy.

I urodziny najmłodszej dwójki już za nami. I piękny szantowy weekend pod koniec lutego.

A teraz marzec. Po ciemnych dniach początku roku, kiedy na serio zaczęłam się zastanawiać, czy nie wpadłam po uszy w depresję i czy nie iść do lekarza – wreszcie puściło. Znów mogę czuć radość i zachwycać się drobiazgami. Wdzięczność za to, co jest. A nie paniczny strach, że i tak wszystko szlag trafi.

Może nie byłoby tak, gdybym pewnego dnia nie wylądowała przypadkowo na Podgórzu. Szukałam inspiracji do nowej książki i zatrzymałam się przy kościele Redemptorystów na górce, by zrobić zdjęcia kwiatkom. Zadzwoniły dzwony na mszę, więc weszłam do środka, miałam sporo czasu tego dnia. I w trakcie mszy (dość dziwnej, przyznaję) ktoś modlił się za osoby zmagające się z lękami. A we mnie coś jakby pękło.

Racjonalna część mnie podchodzi do takich akcji sceptycznie, ale naprawdę mi lepiej.

Whatever, mam zamiar cieszyć się wiosną, wypatrywać mirabelek. I chyba zwolnić i mieć wylane na wiele spraw. Jestem mistrzem w spinaniu się, już od dziecka :P Naprawdę muszę się starać, by zapomnieć o nawykach z dawnych lat i poczuciu, że muszę ciągle się starać i być najlepsza.

Nic nie muszę. A nawet zdrowo jest być od czasu do czasu najgorszym i ostatnim ;)

I w sumie o tym też mam zamiar pisać.

wtorek, 11 lutego 2025

Luty.

Mija niespiesznie. Raz oślepia słońcem, innym razem mrozi szronem.

Czuję się jak te kiełki, które przebiły już ziemię w wielu miejscach. Chciałabym wyjść, zakwitnąć, ogrzać się wreszcie na całego i zapomnieć o zimowej zaspie zamyślenia. Słucham ptaków i w ich głosie słyszę to samo pragnienie. Niech już się stanie normalność.

I spacerowatość :)

Bez spacerów i długiego wietrzenia głowy jest... trudno. Przynajmniej dla mnie to podstawa, tak samo ważna dla dbania o ciało jak mycie zębów i jedzenie śniadania.

Na razie spaceruję głównie w głowie. Książki czytam stosami, jedne sama, inne razem z dziećmi. Wszyscy czekamy na wyjście.

Swoją drogą powinna być taka Pieśń na Wiosenne Wyjście.

Aż chyba spróbuję taką napisać, a co.

Tymczasem skończyłam pisać książkę. Jedną z trzech. Nowy cykl wystartuje tej wiosny właśnie. Tym bardziej jest na co czekać.

Poprawiam inną, spróbuję ją gdzieś wysłać, ale z niektórymi książkami jest trudno. Zwłaszcza jeśli wymagają od czytelnika wysiłku umysłowego. To właśnie denerwuje mnie najbardziej w autorach, czytelnikach i wydawcach: że oceniają często wartość książki po wartkości akcji, a nie po tym, czy powieść daje do myślenia.

Okej, sięgam czasem po powieści akcji dla rozrywki, ale o wiele bardziej cenię sobie te, które potem we mnie zostają. Właśnie czytam "Zmierzch" Osamu Dazai (nie, nie ten z wampirami :P) i jestem zauroczona. W ogóle lubię te wschodnie powieści, w których przez kilka stron można czytać np. o rytuale picia herbaty. Działają uspokajająco. "Zmierzch" akurat jest mocno dekadencki, ale takie klimaty też lubię. Byleby pozwalały zejść głębiej.

Oczywiście na moim mocno nieulubionym portalu LC, który krytykuje chyba wszystkie moje ukochane powieści, rzuciły mi się w oczy recenzje głównie takie w stylu: "Nie rozumiem", "Nie dotarło do mnie", "Ale w ogóle o co chodzi?".

No błagam... Aż chyba zacznę się cieszyć, kiedy i u mnie zaczną się takie pojawiać. (okej, pod "Zapachem soli i wiatru" już się pojawiły :D a on, podobnie jak pozostałe z mojej trylogii OzW był mocno w tym powolnym stylu) Ale ludzie, serio? Wszystko będzie się kręcić wokół kryminałów i romansów?

Kto z Was miał to doświadczenie próby wydania i odbijania się od ściany czyjegoś gustu? (De gustibus...)

Nie narzekam, udało mi się wydać trochę książek, ale to nie jest tak, że wszystko, co napisałam, wylądowało na półkach księgarni :) Na razie. Mam nadzieję, że się to zmieni, bo mam na dysku parę naprawdę fajnych pozycji.

W temacie mocnych książek: przeczytałam ostatnio "O więcej niż życie" Wandy Półtawskiej i bardzo polecam. Momentami wstrząsająca, ale piękna lektura. I bardzo porusza mnie postawa Wandy, która styl miała rewelacyjny, ale nie poszła w pisarski światek, poświęciła się czemuś innemu. Podobnie jak jej Brat. To też daje do myślenia, że nie wszystko kręci się wokół pisania. Chociaż z drugiej strony to właśnie słowami zapisanymi w swoich niewielu tekstach mogła do mnie dotrzeć i coś ważnego mi przekazać. Więc warto, ale nie za wszelką cenę.

I tak – mimochodem – też staram się pisać. I przede wszystkim żyć w pełni :)